IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Grupa 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Admin
Liczba postów : 214
Dołączył/a : 07/09/2015

PisanieTemat: Grupa 2   Sob Lis 21, 2015 1:19 am


* Zbliżało się południe. Mimo chłodnego już, wczesnozimowego powietrza na niebie dostrzec można było słońce, które nieśmiało wyglądało zza chmur i przebijało się przez oszklony dach altanki, która znajdowała się w centralnej części ogrodów należących do Rady Magicznej. Trzymał się on na pięciu kolumnach,  gdzie widniały roślinne zdobienia.  Czterech stron jej ścianki otaczała barierka, zaś bezpośrednio naprzeciw wejścia do budynku - na piątej - znajdowały się schodki, prowadzące do jej wnętrza. Przyozdobiona była szarfami rozmieszczonymi między kolumnami. Każda z nich w innej barwie, reprezentującej jedną z obecnych Grup. Dzisiejszy dzień miał przejść bowiem do historii. Wszystkie frakcje - konkretniej ich liderzy złożyć mieli podpis na dokumencie ogłaszającym rozejm w Królestwie Fiore. Traktat Pokojowy był pomysłem Manipyurety, który dowodził smoczą sektą oraz był przywódcą Esenthor o niezbyt chwalebnej opinii.  Zapach kwiatów i bogata roślinność nadawała temu miejscu magicznej aury. . Ludzie szeptali podekscytowani, zerkając na siebie z radością w oczach - zjednoczone siły miały szansę w walce ze smokami, które od tylu lat terroryzowały niebo.
W centralnym punkcie, ułożony na kamiennym bloczku znajdował się dokument oraz pióra z magicznym, nieścieralnym atramentem. Wypisane tam były wszystkie warunki oraz zasady, do których dostosować musiały się gildie.  Konkretny przedstawiciel stał pod swoją szarfą, reprezentując inny region królestwa oraz inne obyczaje. . Ubrany w swój specjalny uniform Mistrz Angel Tears nieufnie spoglądał na głupkowato uśmiechnięto brata, którego odzienie przypominało szaty władcy pustyni. Stali naprzeciw siebie unikając jednak kontaktu wzrokowego. Dowódca Łowców - Areum stała niezbyt zadowolona, pełna podejrzeń. Miała skrzyżowane na piersiach ręce, a kombinezon w białym kolorze, który zdobił jej ciało był raczej strojem przystosowanym do walki, niezbyt zdobnym i nawiązującym do okazji. Ostatnią osobą w dużym kapeluszu i szatach był główny Mag z Rady, którego podpis miał symbolizować jej przychylność dla całego przedsięwzięcia.
Rozmowy trwały, każdy chciał jak najlepszą i najbezpieczniejszą sytuacje dla swoich podopiecznych, co rusz przekazywane były kolejne informacje. Wszystko to monitorowały lacrimy, przekazując to następnie za pośrednictwem magicznych monitorów na błonia, do obozów i dalej, na terenach całego Królestwa Fiore
*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net

avatar
Liczba postów : 110
Dołączył/a : 26/10/2015

PisanieTemat: Re: Grupa 2   Nie Lis 22, 2015 2:07 am

Foux + Ryou + Marcus + Frey
Zasady:
 

Areum wyznaczyła przedstawicielom Prometheusa sektor na obrzeżach terenu, jeśli nie liczyć odległości i odgradzającego od ogrodów płotka, to tuż za swoimi plecami. Wszystko ze względu na łatwość ewakuacji jeśli, albo może raczej gdy coś nie pójdzie zgodnie z ogłaszanym wszem i wobec harmonogramem obrad. W lokacji przepełnionej magami należało się trzymać razem i zwracać uwagę na każdy podejrzany ruch ze strony innych frakcji, a przede wszystkim Requiem.
Na nieszczęście łowców to dogodne do obserwacji miejsce wybrało sobie również wiele innych ludzi, w tym dziewczyna z pewnością spoza szeregów zielonych. Blondynka o krótkich blond włosach i błękitnych tęczówkach, ubrana w obcisły kostium zapinany z przodu, pod szyję na suwak siedziała na kamiennej ławce obejmując dłońmi podciągniętą nogę i opierając podbródek na kolanie. Nigdzie nie dało się dostrzec znaku gildii, a więc pozostawała nadzieja, że jest ona po prostu cywilnym obserwatorem, chociaż odrobinę przytłaczająca aura, która od niej biła zdecydowanie przeczyła tej teorii. Natomiast wkraczający do tej części ogrodów Foux mógł ją zwyczajnie kojarzyć z widzenia.


Ostatnio zmieniony przez [MG] Flare dnia Czw Lis 26, 2015 3:32 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Liczba postów : 19
Dołączył/a : 10/11/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Grupa 2   Nie Lis 22, 2015 9:06 am

Szedł, pogrążony w swoich myślach. Brał pod uwagę taką możliwość, ale w gruncie rzeczy uznawał ją za najmniej prawdopodobną. Niemniej jednak to właśnie ten scenariusz się sprawdził. Zaraz po jego wątpliwym dołączeniu do Prometheusa, Areum wysłała go w samo centrum wydarzenia, które zapewne zmieni losy tego świata. Próba jakaś, czy co? – mruknął pod nosem. W międzyczasie dotarł do miejsca, o którym mówiła mu liderka Łowców. Rzeczywistość niewiele odstawała od jego wyobrażeń - panował tu niezwykły harmider, a do tego było bardzo tłoczno. Przecisnąwszy się przez tłum ujrzał coś dziwnego, ponieważ pomimo takiego ścisku, niektóre z kamiennych ławek nadal były puste. Wybrał zatem pierwszą lepszą i na niej usiadł. Była zimna.
Ponownie pochłonęły go rozmyślania. Wcześniej strażnicy nie pozwolili mu wejść do obozu Prometheusa, mówiąc, że plugawi magowie nie mają tam prawa wstępu. Nie dziwił im się, bowiem zdążył już się zorientować, że jego zapieczętowane źródło nadal można z łatwością wyczuć. W takiej sytuacji żadne tłumaczenia nie przekonałyby gwardzistów, więc nawet nie próbował ich uświadamiać. Ale czy Areum rzeczywiście zapomniała powiedzieć innym o nowym Promyku, od którego bije energia magiczna? To by wszystko tłumaczyło. A może nie zapomniała, tylko miała w tym jakiś inny cel? Tego jedynie mógł się domyślać, ale postanowił, iż na razie najbezpieczniej będzie nie zdradzać swojej tożsamości. Zwłaszcza, że oprócz liderki i tych, którzy pojmali go w drodze do gildii nie widział na oczy żadnych innych Łowców.
Poprawił swój prochowiec, a następnie zacisnął i otworzył prawą dłoń w czarnej rękawiczce. To z tego powodu wyruszył tutaj jako ostatni. Musiał czekać na zakończenie konstrukcji nowego wyposażenia, gdyż pojawienie się na tak wielkim wydarzeniu bez żadnych środków obronnych mogłoby być uznane za akt samobójczy. Kolejny raz sięgnął lewą ręką za plecy, by sprawdzić, czy jego broń nadal tam jest. Uprzednio szczelnie owinął ją ciemnym materiałem, aby uniknąć przypadkowych odbłysków światła, które mogłyby zwrócić czyjąś uwagę. Przeciągnął się i ponownie zaczął obserwować otoczenie. Było tu pełno zwykłych ludzi, magów z obu gildii, a gdzieniegdzie przez tłum przewinął się jakiś Łowca. Trochę dalej ujrzał altankę mającą być miejscem podpisania traktatu pokojowego. Według oficjalnych danych, rzecz jasna. Jak na kogoś, kto dopiero wyszedł do ludzi, znał całkiem dużo faktów ze świata polityki. Domyślał się, że cała ta szopka może być jedynie przykrywką. Przykrywką dla planu Requiem, bo w końcu to Manipyureta zorganizował całe zamieszanie.
Atmosfera była wystarczająco ciężka, a świeży Łowca swoimi przemyśleniami dokładał do niej kolejne odważniki. Zauważywszy, że metaforyczna waga więcej nie wytrzyma, skończył filozofować i westchnąwszy spojrzał na niebo. Słoneczne, zimowe niebo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net/t366-sa-granice-ktorych-przekraczac-ni

avatar
Liczba postów : 12
Dołączył/a : 09/10/2015

PisanieTemat: Re: Grupa 2   Wto Lis 24, 2015 7:44 pm

Białowłosy oparty o pień drzewa czytał list, schowany w cieniu liści wwiercał swoje czerwone oczy w pergamin, dokładnie analizując tekst. Nie często dostaje się coś takiego, a zawartość jaka znajdowała się w środku, wzbudzała w nim niesamowitą ciekawość. Po krótkiej chwili schował go i wyprostował głowę, spoglądając przed siebie, analizując to, co przeczytał. Chyba nic mnie tu już nie trzyma... postanowił wmieszać się w tłum i przy okazji zobaczyć jak się miewa sytuacja na froncie. Tyle dobrych miejsc, tyle możliwości, jak tu wybrać odpowiednio? Minął kilka magów noszących znaki aniołów, jednak żaden nie przykuł uwagi młodego Fou. Oczywiście, idąc wciąż przed siebie, również nie odnalazł postaci, która by go w jakiś sposób ujęła, zafascynowała. Dlatego, gdy zobaczył, że kończą się już dobre miejsca na obserwację, zatrzymał się, oceniając swój wybór. Stanął pomiędzy blondynką a gościem z czymś dziwnym na plecach. Naprzeciw siebie miał idealny widok na altankę, dziwne miejsce na tak poważny krok, ale wszystko, co należało do rady, miało jakieś tam znaczenie, nawet te ogrody. Foux nie miał oka do kwiatów czy innych roślin, które zwykle sadzi się w ogrodach, jego wiedza na ten temat była znikoma. Po co przejmować się czymś, co tak łatwo można zniszczyć?
Za nim znajdowała się droga do siedziby rady, co napawało optymizmem, jeśli ktoś zacznie uciekać, łatwo można go tu przyszpilić i się trochę pobawić. Takie myślenie sprawiło, że uśmiech na jego twarzy poszerzył się, ukazując śnieżnobiałe zęby. Rozglądając się wokół, dostrzegł jedną znajomą twarz, a mianowicie tę blondynkę, z którą nigdy w życiu słowa nie zamienił. Reszta osób to totalnie obce ryje, dlatego szybko postarał się je zapamiętać, tak na przyszłość. Biały płaszcz rozpięty luźno falował przy nawet lekkim podmuchu wiatru, czerwonooki czuł, jak mocno bije mu serce. Nie był to strach, a podniecenie, które jednak skutecznie maskował, nie chcąc nikomu podpaść. Chociaż z drugiej strony znak gildii na szyi nie pomagał mu zbytnio w utrzymaniu swojej tożsamości w ukryciu. Co ma być, to będzie... Foux stał z radosnym spojrzeniem nie wyglądał na kogoś, kto miałby złą sławę, zwyczajny mag czekający, aż pakt zostanie podpisany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Liczba postów : 25
Dołączył/a : 09/10/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Grupa 2   Wto Lis 24, 2015 9:15 pm

Po ustaleniu kilku ważnych zadań dla paru członków Prometheusa, Marcus ruszył z Areum na miejsce podpisania traktatu. Uśmiechnął się do niej, gdy wchodziła na altankę - nie mógł pójść z nią, dlatego zaraz poszukał dogodnego dla siebie miejsca wśród widzów. Łatwiej będzie stąd obserwować cholernego Manipyureta i jego szajbusów. Miał też dobry widok na samą Ari - przeczuwał, że wydarzy się coś złego. Musi zachować zimną krew na wypadek "niespodzianek". Lubił improwizować - oby nie musiał.
Rozejrzał się teraz dokładniej. Wielu magów z Angel Tears, wielu magów z Requiem. Łowców nie widział zbyt wielu - jego ludzie starali nie wyróżniać się w tłumie, całe szczęście. Zauważył stojącego nieopodal, podobnie jak on, białowłosego chłopaka. Dodatkowo z tatuażem gildyjnym Manipyurety. Zaraz odwrócił wzrok i zrobił parę kroków do tyłu. Wpadł wtedy niechcący na jednego z widzów. Przeprosił od razu, jednak zaskoczyło go uczucie, gdy obił się o jego rękę... Zaraz, chwila. Czy to jest ten... gość, o którym mówiła Areum?
- ...Och. To ty. Poczekaj... Ryou? - zapytał, licząc, że nie przekręcił imienia. Gdy na niego wpadł nie dość, że poczuł magiczną aurę, to na dodatek ta twarda ręka, która nawet nie drgnęła... Opis wyglądu się zgadzał. - To ty jesteś tym... - zaczął mówić, jednak przypomniał sobie o obecności magów wokół niego, więc odchrząknął i z lekką ciekawością dodał - ...tym wyjątkiem?
Przyjrzał mu się jeszcze przelotnie. Czarne zawiniątko na plecach nie przypominało plecaka, a raczej sugerowało co tam tak naprawdę trzyma. No cóż - tak też można. Poprawił materiał swojego płaszcza. Tak czy inaczej - ciekawe, czy to rzeczywiście on. Nie podobała mu się historia, którą usłyszał. Tym bardziej, że nie mieli dowodu, że nie jest szpiegiem. Ari niby przeprowadziła wstępną rozmowę z tym chłystkiem, ale dalej białowłosy nie był przekonany. Będzie miał na niego oko, tego jest pewien.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net/t257-marcus-belmont

avatar
Liczba postów : 19
Dołączył/a : 10/11/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Grupa 2   Sro Lis 25, 2015 1:04 am

Pomimo tego, że był pogrążony w myślach, zauważył zbliżającego się białowłosego. Bądź co bądź popielate włosy były nieczęstym widokiem, a osoby je posiadające z pewnością wyróżniały się z tłumu. Gdy ten stanął niedaleko i zaczął obserwować otoczenie, Ryō zauważył po lewej stronie jego szyi biały znak gildii Requiem. Oni są wszędzie... pomyślał, będąc już niemal pewnym szykujących się problemów. Chwilę później ktoś na niego wpadł i obił się o jego prawe ramię. Wtedy oczom Ryō ukazał się... kolejny białowłosy. Przeprosił on za swoją gapowatość, a następnie powiedział coś, co upewniło świeżego Łowcę w przekonaniu, że Areum nie jest liderką tylko na pokaz. Jednak powiedziała komuś o nowym członku gildii. Innej możliwości nie było. Nikt, poza jego własną rodziną, go nie znał. Z jednej strony ulżyło mu, bo nie był już jedynym Promykiem w okolicy, ale zaczął się martwić o to, że magowie dowiedzą się, kim w rzeczywistości jest.
- Imię się zgadza, ale cóż wyjątkowego jest w magu nienależącym do żadnej gildii? - zareagował, wysyłając siwemu porozumiewawcze spojrzenie. Miał nadzieję, że go zrozumie i nie zacznie mówić nic pochopnego. Na szczęście wzrok chłopaka sugerował jego roztropność, co chociaż trochę uspokoiło Ryō.
- Ach, to piękna chwila. Niedługo będziemy świadkami zawarcia pokoju pomiędzy Angel Tears, Requiem i Prometheusem. Może nawet uda nam się pokonać smoki! - z ledwie widocznym uśmiechem powiedział, na wszelki wypadek kontynuując swoją grę pozorów.
- Przepraszam, ale czy mógłbym się spytać jak brzmi Twoje imię? Tylko może najpierw pójdźmy trochę dalej, bo tutaj jest dość tłoczno. - szepnął, odwracając głowę w kierunku podejrzanej blondynki i pierwszego białowłosego, podwładnego Manipyurety.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net/t366-sa-granice-ktorych-przekraczac-ni

avatar
Liczba postów : 25
Dołączył/a : 09/10/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Grupa 2   Sro Lis 25, 2015 8:32 pm

To ten. I na dodatek zrozumiał aluzję.
- Wyjątkowego nic. Zwłaszcza po tym, co stanie się dzisiaj... - westchnął krótko, po czym przytaknął swojemu rozmówcy. Poprawił włosy i spojrzał na altankę, chociaż tam nie działo się jeszcze nic ciekawego.
- Pokój to nasz priorytet. Ważne, żeby ludzie wszystkich królestw nie obawiali się o swoje życie. Wszyscy. - uśmiechnął się nieznacznie. Był poniekąd idealistą - śnił o świecie, w którym nie musiałby strzelać do osób tak podobnych do niego. Ideologia potrafiła zrobić z człowiekiem rzeczy przerażające. Manipulacja, kult jednostki... Pragnienie pokoju będące przykrywką dla krwawej krucjaty. Nie podobało mu się to wszystko. Nie tak powinien działać świat. To nie w ten sposób kreowana powinna być przyszłość. Zwłaszcza ta, która stoi teraz przed nimi otworem, gdy "wybrane" przez ludzkość trzy osoby muszą zadecydować o ich losie. Z myślenia wyrwało go jego pytanie. Zgodził się z chłopakiem i oddalili się kawałek od tłumu, ale nie na tyle, żeby stracić z oczu altankę i samą liderkę. Gdy już byli w bezpiecznej odległości, białowłosy podał rękę nowemu i przemówił cicho.
- Marcus Belmont. Prawa ręka, doradca i przyjaciel Areum. - powiedział spokojnie, licząc na uściśnięcie dłoni. - Wiem już o Tobie trochę... I domyślasz się jak bardzo mi się nie podoba twoja kartoteka. Osobiście nie mam do Ciebie nic - masz potencjał. Ludzie tak inteligentni są zawsze mile widziani w naszych szeregach. Pal sześć to, co tam siedzi. - wskazał jego pierś, myśląc o jego wewnętrznym źródle, po czym dodał jeszcze mrużąc lekko oczy. - Mam nadzieję, że nie zawiedziesz Promu, ani tym bardziej Areum. Ale wiedz, że będę Cię mieć na oku. Budzisz podejrzenia nie tylko we mnie. To Ciebie straż nie chciała wpuścić do obozu, prawda? Nie dziwi mnie to, Ciebie raczej też nie. Przepraszam za to, nie dostali informacji o twoim przybyciu. Na razie... trzymaliśmy informacje o Tobie w jak najmniejszym gronie. Wierzę, że domyślasz się czemu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net/t257-marcus-belmont

avatar
Liczba postów : 19
Dołączył/a : 10/11/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Grupa 2   Sro Lis 25, 2015 11:12 pm

Gdy białowłosy przedstawił się, a następnie wyciągnął prawą rękę w kierunku Ryō, ten w głębi duszy się ucieszył i uścisnął dłoń doradcy Areum. W ten sposób mógł do końca potwierdzić swoją tożsamość.
- Ryō Minamoto. Były mag, który na własnej skórze poczuł prawdziwą naturę tej chaotycznej mocy, która jest przez wielu zwana "magią". - odpowiedział, dbając o to, by nikt poza Marcusem nie usłyszał tego wyznania. Siwy po chwili wytłumaczył mu sytuację, w jakiej znajduje się świeży Promyk, nie będąc pewnym, czy ten do końca ją rozumie.
- Domyślam się. - odrzekł, rozwiewając wątpliwości rozmówcy.
- Mam także świadomość, że ludzie mojego pokroju nie pojawiają się zbyt często, co na pewno budzi pewne niepewności oraz strach. Jednakże Areum dała mi szansę. Szansę na naprawę moich błędów. I swoimi czynami będę dawał świadectwo temu, że tę szansę chcę w pełni wykorzystać. Mój cel jest taki sam jak cel Prometheusa i będę starał się z całych sił, aby go osiągnąć. Natomiast różnica leży w sposobie naszych działań, gdyż nadal w jakimś stopniu utożsamiam się z magami. Wiesz, co się ze mną stało. Straciłem swoją magię. I według mnie, to nasuwa na myśl lepsze rozwiązanie. Prawdopodobnie już domyślasz się, o co mi chodzi, dlatego nie drążmy więcej tego tematu. Moim zdaniem najlepiej będzie, jeśli ponownie wtopimy się w tłum i będziemy kontynuować naszą grę pozorów. Przynajmniej przez tę chwilę względnego spokoju. - ze zmartwieniem skończył swój wywód, którego nie dał sobie w międzyczasie przerwać.
Może był zbyt wylewny? Zresztą, teraz to już nieważne. Jeśli Łowcom coś ma się nie podobać, to lepiej uświadomić ich o tym na samym początku. Bo jeśli człowiek tego nie zrobi, to po chwili zacznie tonąć w bagnie kłamstw, które sam na własne życzenie stworzył.
Następnie w milczeniu obaj wrócili na wyznaczone przez Areum miejsce i usiedli na jednej ze znajdujących się tam kamiennych ławek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net/t366-sa-granice-ktorych-przekraczac-ni

avatar
Admin
Liczba postów : 214
Dołączył/a : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Grupa 2   Sob Lis 28, 2015 12:12 am


* Szepty zdawały się nasilać coraz bardziej. Im bliżej było momentu kulminacyjnego, tym ogólny harmider przybierał kolejne formy. Przerodziły się one w otwarte rozmowy, te zaś czasem w kłótnie, a wszystko to z powodu nagromadzenia w tak małym obrębie - tylu rożnych światopoglądów, charakterów i ideologii.
Trójka, niewątpliwie wielkich ludzi zgromadziła się na wielkim tarasie by przekazać światu nowinę o rychłym pokoju. Bracia oraz Areum zerkali to na siebie, to na radę, czy aby nic się nie dzieje. I tak teoretycznie mogłoby się wydawać gdyby nie fakt, że na horyzoncie pojawił się punkcik, który przemknął przez powietrze niczym niewielki impuls magicznej energii. Światło to okazało się być magicznym pociskiem, który wystrzelony został przez jednego z magów. Laser delikatnie musnął mistrza Requiem i wtedy wszystko się zaczęło.
Magiczna rada nie mogła uwieżyć! Nie dośc, że atak faktycznie nastąpił, to jeszcze winowajcą nie było samo Requiem. Nawet mistrz Angel Tears wydawał się zaskoczony widząc nieco zdezorientowaną twarz brata. To wszystko stało się przyczyną ich najgorszego koszmaru. Koniec z pokojem, warunki spotkania jak i traktatu zostały naruszone. A wszystko to za sprawą pojedynczej, osamotnionej w swych poczynaniach osóbki. Manipyureta złapał się za ramie i opuścił głowę tak, że kosmyki włosów zakryły mu twarz Syknął głośno z bólu. Mało kto był w stanie zauważyć jego delikatny uśmiech, który szybko przerodził się w minę pełną wściekłości.
- A więc to tak...?! Pieprzeni intryganci! Tak dziękuje się wielkiemu królowi, który pragnął pojednania? Tak odpłaca się komuś kto chce pokoju na tym nieszczęsnym padole? - Wykrzykiwał do ludzi zgromadzonych wokół tarasu z miną pełną żądzy i podekscytowania, jednocześnie kuląc się z bólu. W oczach władcy Esenthor lśniła złość wymieszana z zadowoleniem. Kryształ w jego bransolecie zalśnił subtelnie, jakby reagując na emocje właściciela. - . Hańba dla was i waszych rodzin - mój gniew spadnie na każdego, kto ośmielił się sprzeciwić i zakłócić dzisiejsze wydarzenie! Sprawię, że oczyszczenie tej skazy przyjdzie poprzez krew i ból. Do broni wyznawcy smoków, do broni! Nie miejcie litości nad niewdzięcznym, fałszywym tłumem.
Słowa władcy Requiem były chyba największym zdziwieniem dla jego brata - Haru. I to nie z tego powodu, że Manipyureta wcale nie chciał się pojednać bo na to był przygotowany. Zdziwiony był ponieważ, ten paskudny jego zdaniem manipulant, potrafił wszystko wykorzystać na swoją korzyść. I to całkiem efektownie.
Również Areum nie czekała długo ze swym stanowiskiem. Twarz blondynki przepełniona była złością, spojrzenie zaś odzwierciedlało jej jadowity uśmiech.
- Wam nigdy nie można ufać. - syknęła, dając znak swoim łowcom aby szykowali się do walki. Podniesienie ręki wystarczyło, byli wyszkoleni. Tym samym złapała za swój artefatk, uruchamiając go i sprawiając, że przybrał pierwotną, śmiercionośną dla magów formę. Zamachnęła się swoją kosą w kierunku Haru, na którego głowie w trakcie wypowiadania inkantacji, pojawiła się Korona Północna, dzięki której atak przywódczymi Prometheusa został odbity. Również Mani postanowił wykorzystywać swoje zdolności w tym szaleńczym tańcu wzajemnej nienawiści. Strzelał to w Haru to w Areum, naprzemiennie.
Wszystko to pewnie skończyłoby się inaczej gdyby ziemia nie zadrżała w posadach. Walka rozpoczęła się na dobre - nikt jednak nie był w stanie przewidzieć jej dalszego rozwoju. Każdy na każdego, mag na maga, łowca na magów. Zamiast pięknego dnia w historii Fiore zapisze się on jak dzień rozpoczęcia wielkiej, krawej wojny. *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net

avatar
Liczba postów : 110
Dołączył/a : 26/10/2015

PisanieTemat: Re: Grupa 2   Sob Lis 28, 2015 4:24 am

Na widok laserowego wystrzału i następujących po nim wydarzeń, a także na pełną jadu wypowiedź Manipyurety kobieta siedząca na ławce zareagowała nieznacznie. Na moment zwęziły jej się źrenice, a podciągniętą pod brodę nogę opuściła na ziemię tak, że w razie czego mogłaby jednym, niewymagającym ruchem wstać i włączyć się do nieuchronnie zbliżającej się walki.
Zmierzyła krytycznym wzrokiem Fouxa, zapewne zastanawiając się, co ten ma zamiar przedsięwziąć, a następnie spojrzała na zdecydowanie podejrzaną dwójkę. Starali się wtopić w tłum, jednak zniknięcie na krótką chwilę z zatłoczonego miejsca i wspólny powrót jednoznacznie sugerowało, że się znają. Angel Tears by się tak nie czaiło, więc albo są z jakiegoś nieznanego zrzeszenia magów neutralnych, albo to sami, niesławni Prometeusze. Skupiła się na nich i na ich reakcji na gest Areum, jeśli cokolwiek po sobie pokażą zaatakuje. W imię wszechpotężnych smoków! Albo raczej w imię własne i wykorzystując możliwość sprania kilku tyłków.
W otoczeniu nastało poruszenie. Zwykli ludzie i mało znaczący magowie, którzy nie byli na tyle inteligentni, żeby przewidzieć zaistniałą sytuację i walki uciekali w popłochu popychając się, przewracając na ziemię oraz tratując nawzajem. Jeszcze pojedyncze osoby zachowywały względny spokój i starały się stłumić ogarniającą ciżbę panikę, jednak do całkowitego chaosu było już niedaleko. Kamienne ławki omijano szerokim łukiem, jako przeszkody nie do przepchnięcia, jednakże Foux stojący praktycznie na środku terenu był co chwilę potrącany przez przerażonych gapiów.

//Freya nie będzie, bo zawiesza pisanie. Macie czas do końca poniedziałku. Kolejność dowolna, po jednym poście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Liczba postów : 25
Dołączył/a : 09/10/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Grupa 2   Nie Lis 29, 2015 9:27 pm

Po krótkiej rozmowie dwaj Łowcy wrócili na miejsce wcześniejszego spotkania. Doceniał jego zaangażowanie, chęć rozwoju i tę koncepcję... rozwiązywania problemów z magami w bardziej pokojowy sposób. Nie wiedział jednak, czy przedstawił ten pomysł Areum - jej reakcja była dla niego nieprzewidywalna. Mogła zareagować złością, zrozumieniem, z entuzjazmem przygarnąć go do Promu lub nawet wywalić za herezję. Ten pomysł jednak... miał przyszłość. Pogadają jeszcze o tym w laboratorium. Pozna go z Freyem i kotełem.
Napięcie rosło wokół, czuł to w kościach. Przymknął na moment oczy, czując, że coś nadchodzi... Wtem zobaczył lecący pocisk. Gdy tylko dotarło do niego, co się stało, a Areum podniosła do góry dłoń, otworzył oczy szeroko w zdumieniu.
- Zdrada! - zdążył jedynie zakrzyknąć, kiedy wokół niego i Ryou rozpętało się piekło. Marcus musiał myśleć szybko. Prometeusze byli w tragicznej sytuacji - było ich bagatela dziesięciokrotnie mniej niż wszystkich tych magów zebranych wokół altany. Nie mogli walczyć - trzeba działać inaczej. Przybiegło do niego kilku łowców, którym zaraz kazał wyprowadzać cywili i niemagicznych z dala od walki. Jednego z nich posłał do obozu, aby sprawdził sytuację. Zwrócił się teraz do nowego Promyka.
- Niech Requiem bije się z AT, my zajmijmy się jednak niemagicznymi - wyprowadźmy stąd ludzi, szybko! Ale jeśli ktoś nas zaatakuje... Nie wahaj się. - powiedział ostatnie zdanie ciszej, klepiąc go po ramieniu i szukając wzrokiem spanikowanych lub rannych. Dobiegł zaraz do jednego rannego w nogę mężczyzny, przełożył jego rękę za swoim karkiem, podtrzymał go ręką i pomógł mu odejść z pola bitwy. Na wszelki wypadek trzymał w drugiej ręce pistolet.
Liczył, że Ryou postąpi podobnie albo chociaż będzie go osłaniał. Martwił się też o Ari... Jeśli magowie podejmą walkę dwóch na jedną to może się to dla niej źle skończyć. Będzie musiał do niej pobiec jak tylko pomoże rannym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net/t257-marcus-belmont

avatar
Liczba postów : 12
Dołączył/a : 09/10/2015

PisanieTemat: Re: Grupa 2   Pon Lis 30, 2015 10:26 pm

Obserwując okolice, białowłosy czekał na jakieś poruszenie, na coś, co wyrwie go z tej nudy, jaka zaczęła go ogarniać. Dlatego też, gdy tylko pojawił się jakiś pocisk, który trafił w mistrza jego gildii, uśmiechnął się, kręcąc głową. Gdyby nie to, że cały czas się powstrzymywał, pewnie teraz parsknąłby śmiechem z powodu głupoty całego tego przedstawienia. Czy nie łatwiej byłoby wyprowadzić cios prosto w przeciwnika? Po co te gierki? Publiczność i tak musiałaby się dostosować do tego, który nad nimi góruje. Mani natomiast nie chciał, by wina spadła na gildię, dlatego Fou nie chce nigdy w przyszłości mieć podwładnych... to tylko dodatkowe obciążenie i dodatkowe troski.
Chaos powoli zaczął ogarniać całe ogrody, ludzie zaczynali uciekać, na ich nieszczęście co chwilę trącali czerwonookim co zaczynało go drażnić. Następnym razem, gdy ktoś miał na niego wpaść, po prostu wyciągnął sztywno rękę z zaciśniętą dłonią w pięść, a biegnący zwyczajnie się na niego nadzieje. Tymczasem dziewczyna, którą kojarzył, spojrzała na niego, oczekując jakiejś konkretnej reakcji. Chłopak westchnął, szybko analizując sytuację, obserwując teren, poszukując dla siebie godnego przeciwnika. Oczywistym wyborem byli ci, którzy nie uciekli w popłochu. Szukał jakiejkolwiek reakcji, agresji ze strony najbliższych magów, jako iż jego znak jest w dość widocznym miejscu, ci pewnie będą chcieli go zaatakować. Z jednej strony to on powinien zaatakować, z drugiej napastnicy i tak przyjdą do niego. Ciężko było podjąć odpowiednią decyzję. Wyciągnął drugą rękę i uderzył pięścią w pięść, uwalniając czarną energię magiczną, która objęła jego dłonie, czemu towarzyszył głośny dźwięk. Na jego dłoniach pojawiły się lodowe twory. Wszystko wyglądało, jakby zamienił ręce w zwinięte grube, kolczaste węże, mające pyski w miejscu gdzie powinny znajdować się palce chłopaka. Lód cały czas się poruszał, co sprawiało, że węże się owijały i drżały w napięciu. Mimo swojego wyglądu nie wydawały dźwięku syczenia, wręcz przeciwnie, twory zdawały się być bezgłośne. Białowłosy spojrzał na lód, był on bardzo jasny, nie podobało mu się to, on sam zdecydowanie wolał czerń lub... kolor krwi. Wziął głęboki wdech i wyszczerzył zęby, zatrzymując wzrok na osobach, które zachowały zimną krew lub w jakiś sposób się wyróżniały spośród tchórzy uciekających z pola walki. Jego wzrok był pełen ekscytacji, aczkolwiek jeszcze brakowało, by oczy płonęły, pełną rządzą zadawania bólu. Srebrnowłosy postanowił działać, dostrzegł chłopaka o siwych włosach, który zaczął pomagać rannemu. Ewidentnie koło niego kręcił się jego znajomy, z którym tamten rozmawiał. Zapewne są z tej samej gildii lub co najmniej się znają. Nie ociągając się, postanowił zaatakować, czuł się bezpieczny, co oczywiście nie oznaczało, że lekceważył wroga. Chwilowo postanowił wtopić się w tłum, by następnie w odpowiedniej chwili wynurzyć się i zadać potężny cios w bok swojego celu. Ten miał wolną tylko jedną rękę, w której dzierżył broń. Właśnie dlatego Fou wybrał krótki dystans. Cios powędrował wprost w żebra(od strony, ktora była odsłonięta). Tuż przed zaatakowaniem zerknął czy nikt nie będzie mu przeszkadzał. Powiedzmy, że nie chciał zostać zaskoczony przez kumpla siwego, to on miał zaskoczyć ich. Zależnie od tego, jak potoczy się akcja, tak będzie musiał się do niej dostosować, jeśli Fou zobaczy, że pistolet jest skierowany w jego stronę zasłania tor ewentualnego pocisku czy czegokolwiek kolejną ręką pokrytą lodem.
-Czas zacząć zabawę.- rzekł w trakcie swojego ataku.

-200EM

/przepraszam, ale nie mam jakoś większego pomysłu jak to wszystko rozpisać :/


Ostatnio zmieniony przez Foux dnia Pon Lis 30, 2015 11:50 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Liczba postów : 19
Dołączył/a : 10/11/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Grupa 2   Pon Lis 30, 2015 11:07 pm

Chwila względnego spokoju właśnie się skończyła. Magiczny pocisk trafił w Manipyuretę, który podburzył swoich podwładnych, a to, co było później, można opisać jednym słowem - chaos. Jednakże Marcus zachował zimną krew i oceniwszy obecną sytuację zadecydował, iż najlepiej będzie, jeśli zaczną ratować cywili. Ta decyzja wzbudziła w Ryō szacunek do białowłosego, a po usłyszeniu jego rozkazu skinął i natychmiast przystąpił do działania. Wyprowadzając pierwszych niemagicznych zauważył bacznie przyglądającą się im blondynkę w obcisłym kostiumie. Po jej spojrzeniu i pozycji wywnioskował, że nie ma ona wobec nich pokojowych zamiarów. Promyki nie miały zamiaru zaczynać otwartej walki, ale jeśli ktoś zechciałby zaatakować, to nie będą stali bezczynnie. Ryō owinął swoją broń w taki sposób, aby jednym ruchem mógł ją w razie potrzeby przygotować. Jednak pomimo obecnej sytuacji nadal miał nadzieję, że nie będzie musiał tego robić. Nie przerywając swojego zadania wnikliwie obserwował otoczenie nie spuszczając z oka podejrzanej blondynki.
Nagle zauważył tuż obok szybkie poruszenie. Srebrzystowłosy pojawił się znikąd, a po chwili wyprowadził cios w stronę Marcusa. Ryō był tuż obok, więc jeszcze miał szansę osłonić towarzysza. Szybkim ruchem sięga po miecz i używa Mahi - dla napastnika w takiej pozycji kontratak zapewne okaże się fatalny w skutkach. Jeśli mag z Requiem nic z tym nie zrobi, to będzie zdany na łaskę wicelidera Prometheusa. Jednak w takiej sytuacji nie można być niczego pewnym, więc po tym, jak użyje Mahi, ruszy w stronę przeciwnika z Inazumą w lewej dłoni i w razie czego zasłoni się prawym ramieniem.
__________
Mahi: -300Nt
Stan: Inazuma: 2000Nt - 300Nt = 1700Nt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net/t366-sa-granice-ktorych-przekraczac-ni

avatar
Admin
Liczba postów : 214
Dołączył/a : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Grupa 2   Wto Gru 01, 2015 4:22 am


* Walki trwały. Zaklęcia latały w powietrzu, a cywile uciekali w popłochu przy asekuracji magicznej rady oraz jej wojska. Sytuacja w altance była nieciekawa - Areum ze złością wymalowaną na twarzy atakowała co rusz Mistrza Angel Tears oraz Requiem, którzy dzięki doświadczeniu w walce unikali śmiertelnych ciosów. Walczyli też przeciw sobie, także utrata czujności mogła skończyć się naprawdę tragicznie. Kosa przycięło jedną z kolumn, której fragmenty poleciały w dół, zrywając ze sobą barierkę. Korzystając z chwili Manipyureta mimo rany zaatakował kobietę, wymierzając jej cios bezpośrednio w brzuch i przewracając ją do tyłu. Haru natomiast wezwał wodnika korzystając z pobliskiej donicy, który wodnym strumieniem uderzył w jego rodzonego brata, który z trudem utrzymał się na altance. Traktat został zmyty przez wodę, a jej strumień powędrował publiczności. Na nic zdawały się krzyki członków rady - gdy ten próbował zaklęciem związać Areum ta podniosła się i bez cienia skrupułów pozbawiła go prawej ręki, zgrabnie manewrując bronią. Krew trysnęła na jej twarz, barwiąc jasne włosy na czerwono - podobnie jak płaszcz Mistrza Angel Tears na tym ucierpiał. Wszyscy troje zerkali jednak na poczynania swoich podopiecznych, kolejno wymieniając się ciosami. Żadne z nich nie chciało odpuścić - ich siła była podobna, tylko sposób walki się różnił. Mimo powierzchownych ran dumnie stali na nogach, manewrując między sobą i nie mając cienia litości. Każdy kto teraz podszedłby tam i spróbowałby ich rozdzielić - nazwany zostałby głupcem. Haru uznał to za obłęd, który wywołał przypadek i nie był zadowolony z tego obrotu spraw - bał się o swoich ludzi, a także o losy cywili, których wielu padło pod ostrzałem magicznego pokazu umiejętności. Areum uważała, że to szansa - mimo przewagi liczebnej magów to ich walka między sobą mogła sprzyjać jej gildii. A Manipyureta... Cóż, Król uśmiechnął się paskudnie, kątem oka zerkając na niebo. Wtedy właśnie wszystkie krzyki zostały zagłuszone - potężny ryk przedarł się w powietrzu, uderzając w uszy każdego obecnego tu człowieka. Duży, niepokojący cień przemknął nad drzewami, niknąc w chmurach. Zdawać by się mogło, że wszystko umilkło i zamarło, podnosząc oczy ku górze. Lider Angel Tears cofnął się o pół kroku z bladą twarzą, zaś Liderka Prometheusa z niedowierzaniem spoglądała ku górze. Pewnym było, że cień strachu i przerażenia przemknął przez twarze wszystkich poza jedną osobą - samym przywódcą smoczego kultu.

* Strumień wody poleciał w stronę grupy piątej.*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net

avatar
Liczba postów : 110
Dołączył/a : 26/10/2015

PisanieTemat: Re: Grupa 2   Sro Gru 02, 2015 5:48 am

Marcus zareagował na prowokację zdecydowanie odpowiedzialnie niż liderka Prometeuszy i zamiast wszczynać bezsensowną walkę skupił się na pomocy potrzebującym. Chociaż czy Areum miała jakikolwiek wybór, tam, w samym centrum wydarzeń? Poza tym, czy przypadkiem zbyt duża ilość uwagi poświęcona biednym ludziom w potrzasku nie zaślepiła go na możliwe zagrożenia? Niby na wszelki wypadek trzymał w wolnym ręku pistolet, ale czy z dodatkowym balastem w postaci rannego będzie w stanie efektywnie się bronić, lub kontratakować? Pierwsza i najważniejsza zasada udzielania pierwszej pomocy mówi właśnie o powinności zachowania własnego bezpieczeństwa. Marcus! Nie uważałeś na kursach!
Foux zamienił swoje rączki w lodowe, gorgonowe pacynki i zanurzył się w płynący chaotycznie tłum przerażonych ludzi. Wciąż go potrącali i obijali się o niego, jednak gdy tylko skoncentrował się na celu częstotliwość zderzeń zmalała. Jakby ludzie podświadomie unikali chłopaka emanującego złowieszczą, morderczą aurą. Wynurzył się całkowicie zgodnie z planem tuż koło białowłosego łowcy i zamachnął się w celu wymierzenia groźnego ciosu. Pierwszą osobą, która go zauważyła był właśnie przewieszony przez ramię Marcusa mężczyzna. Może miał jakieś ukryte umiejętności wyczuwania energii, albo po prostu patrzył się we właściwe miejsce, we właściwym czasie. Ważne, że drgnął i szarpnął się w odruchu bezwarunkowym w tył, pociągając za sobą Prometheusa i tym samym prawdopodobnie ratując jego cenne żeberka, lub nawet śledzionę. Pokryta lodowym tworem pięść prześliznęła się po prawym boku zaatakowanego rozrywając jego fikuśną, białą koszulkę w paski i barwiąc ją na dodatkowy, ciężko spieralny kolor krwi. Rana nie była głęboka, zaledwie kilka zadanych przez węże szram, ale z pewnością bolesna. W szczególności, że właśnie tej części ciała nie chroniło nic, prócz cienkiego ubrania.
Na reakcję pozostałych zainteresowanych nie trzeba było długo czekać. Ryō w pełnym poczucia obowiązku wobec współczłonka własnej organizacji geście postanowił natychmiast dokonać mściwego aktu na agresorze i tym samym wymierzyć mu karę za zaatakowanie wyższego stażem znajomego. Sprawnie odwinął zawieszoną na plecach Inazumę i wystrzelił elektryczną wiązkę w kierunku maga lodu. Ten, odrobinę skołowany, bo nie tylko nie udało mu się doprowadzić do końca własnego planu, ale też wcale nie celowano do niego z pistoletu zastosował planowaną taktykę i zasłonił się przed piorunem drugą ręką. Na jego szczęście lód jest izolatorem, więc oberwał tylko rykoszetem, jednak porażenie nie straciło całego swojego impetu i wpłynęło odrobinę na poczucie równowagi i zadziałało na nerwy lewej ręki. Foux zatoczył się z powrotem w kierunku tłumu przewracając kilku, niczemu niewinnych ludzi.
Czarnowłosy nie poprzestał na obronie towarzysza i ruszył do ataku z przygotowanym do zadania ciosu mieczem, coś go jednak powstrzymało i to całkiem gwałtownie. Po prostu przywalił twarzą w postawioną na jego drodze szklaną ścianę. Swoją drogą całkiem wytrzymałą, bo pomimo impetu uderzenia nie powstało na niej nawet jedno pęknięcie.
- Ej, ty! Jesteś mój. - zawołała blondynka, stojąc w umiarkowanym rozkroku i stykając na wysokości mostka knykcie obydwu pięści w inkantacyjnym geście magów tworzenia. Najwidoczniej bariera była właśnie jej sprawką. Złapała za karetkę, znajdującą się tuż pod szyją i rozpięła kostium, ukazując neonowo żółty znak requiem umieszczony dokładnie na pępku. - Zobaczymy, czy jesteś mniej nudny niż wyglądasz. - dodała z szyderczym uśmiechem i natychmiast ruszyła w kierunku łowcy. Z naskoku, szybko, zwinnie, na nisko ugiętych nogach. Próbowała go zepchnąć i docisnąć do przeźroczystej ściany. Nie miała przy sobie żadnej broni, jednak podczas ruchu na rękawicach jej kombinezonu można było dostrzec wiele świetlnych refleksów.

//Blondie: 2600 - 300 - 100 = 2200EM
Marcus: max(?)EM | Trzy, krwawiące szramy ciągnące się wzdłuż najniższego żebra na prawym boku
Foux: max(?) - 200EM | Odrobinę zdrętwiała lewa ręka
Ryō:  Inazuma: 1700EM | Boli cię nos, bo walnąłeś w ścianę

Czas do końca czwartku/piątku. Wymiana ciosów to max 20 sekund. To ma być walka, a nie planowanie ruchów wojsk imperialnych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Liczba postów : 19
Dołączył/a : 10/11/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Grupa 2   Pią Gru 04, 2015 12:09 am

Po tym, jak zatrzymała go jakaś niewidzialna bariera, Ryō był przez chwilę zdezorientowany. Mogło się to dla niego skończyć tragicznie, lecz na szczęście ujawniła się podejrzana blondynka, która swoim zachowaniem i gestem zasugerowała, że owa przeszkoda to jej sprawka. W tym momencie przygotował się na atak i skupił się tylko na swoim nowym przeciwniku, gdyż od lodowego maga z Requiem oddzielała go szklana ściana.
- Chyba jednak nie wyglądam na takiego nudnego, skoro od razu zaczęłaś się przede mną rozbierać. - odpowiedział z lekko drwiącym uśmiechem na jej zaczepkę.
- Swoją drogą widzę, że masz się czym pochwalić. - dodał, bezczelnie mierząc ją wzrokiem.
Ruszyła. Szybko i zwinnie zbliżała się do czarnowłosego, a jej rękawice mocno odbijały światło. Promyk szybko połączył fakty - po zderzeniu, gdy się odwrócił, blondynka złączyła swoje pięści, inkantując zaklęcie magii tworzenia, a dodatkowo wcześniej stworzyła jakąś przezroczystą barierę. Oznaczało to tyle, że teraz prawdopodobnie nałożyła jakąś osłonę na swoje dłonie, co by też tłumaczyło jej pewność siebie. W końcu kto będąc nieuzbrojonym rzuca się na osobę posiadającą miecz?
Wiedząc, że w takiej sytuacji nie można zwlekać, Ryō chciał jak najszybciej rozprawić się z napastnikiem. Atakowała z frontu - była zatem pewna swojej magii i umiejętności walki wręcz, a w razie kontrataku zapewne zasłoni się pięściami. Dlatego czarnowłosy postanowił użyć Kamikaze, a gdy blondie będzie już blisko, prawą ręką złapie jej dłoń, użyje na niej wampiryzmu i tym samym pozbawi ją ochrony lub przynajmniej ją osłabi. Dodatkowo ściśnie z całych sił złapaną rączkę, co bardzo zaboli dziewczynę, a to może nawet chwilowo ją zdezorientować. Równocześnie z całej siły pchnie przeciwnika w brzuch trzymaną w lewej dłoni Inazumą, będąc przygotowanym na postawienie przez maga Requiem kolejnej bariery, która miałaby za zadanie ochronę przed zabójczym ciosem. W takim wypadku skorzysta z wampiryzmu miecza, co może osłabi zaklęcie na tyle, by ten był w stanie się przebić i dokończyć dzieła. W razie niepowodzenia planu, wcześniej użyta umiejętność powinna pomóc Ryō na tyle, by mógł uniknąć nadchodzących ciosów lub przynajmniej je sparować.
________
Kamikaze: -300Nt
Stan: Shijūkata: 2000Nt - 300Nt = 1700Nt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net/t366-sa-granice-ktorych-przekraczac-ni

avatar
Liczba postów : 12
Dołączył/a : 09/10/2015

PisanieTemat: Re: Grupa 2   Pią Gru 04, 2015 11:10 pm

Jak zawsze, jego pierwotne działania nie przynosiły nigdy pożądanego skutku tak i tym razem nie udało się w pełni zrealizować planu białowłosego. Choć trzeba przyznać, że efekt i tak był zaskakująco pozytywny, jak na spontaniczność całej akcji. Tak jak się spodziewał, jego tymczasowy oponent miał swojego towarzysza, który szybko zareagował na jego poczynania. Po wykonaniu swojego zamachu musiał się zasłonić przed elektrycznym pociskiem bądź czymkolwiek to było, jego magiczny lód powstrzymał częściowo obrażenia, jakie mógł otrzymać. Siła zetknięcia się tych dwóch ataków spowodowała utratę równowagi i chwilowe odrętwienie ręki. Zataczając się nie dbał o to, by upaść z finezją, dlatego też, gdy tylko miał okazję posłużył się przypadkowymi ludźmi, by oprzeć swój ciężar ciała na nich. To uratowało go przed upadkiem na ziemię.
Uśmiechnął się lekko, od dawna był ciekaw, jak zabójcy magów walczą... Ich istnienie jest bezcelowe, jak można być tak zaślepionym? Wyprzeć magię z tego świata, to jak pozbyć się tlenu. Magia jest niezbędna do życia... niestety, ona zawsze ma swoją cenę, którą trzeba zapłacić. Bez głębszego zastanowienia rozejrzał się szybko starając się ogarnąć sytuację. Priorytetem było zlokalizowanie przeciwników, by w razie kolejnych ataków móc je powstrzymać. Na szczęście jednym wrzodem zajęła się ta... no jak ona miała na imię? Co dało większą swobodę do zabawy dla maga lodu, a ten spostrzegł już, że jego atak poskutkował. Wyszczerzył zęby... jego umysł już wymyślił tysiące sposobów jak można to zabawnie i rozkosznie zakończyć, ale nie teraz... Lodowe twory zadrżały, a on sam ruszył jak najprędzej do przodu, by nie dać przeciwnikowi czasu na użycie tego pistoleciku. Oczywistym było to, że tamten może mieć przewagę w walce na odległość, dlatego skrócenie dystansu to podstawa. Jeśli oponent ogarnie się i zacznie strzelać czy cokolwiek robić co może zranić Fou ten stara się robić uniki i jeśli to możliwe mija przy tym uciekających magów, czy innych ludzi. Przed chwilą tamten chciał ratować zwykłego cywila... czy poświęci zranienie niewinnych ludzi na rzecz swojego bezpieczeństwa? Trzeba to również sprawdzić, a to byłaby niezła okazja. Będąc blisko białowłosy skupia się na tym, by wykorzystać swoje zdolności w walce i jeśli będzie odpowiednio blisko lodowy twór na jego prawej ręce wyskakuje w przód otwierając paszczę z kłami, by wbić się w przeciwnika. Czyli jest to przedłużenie o jakieś 70 cm, później wykonuje następny cios lewą ręką, która wciąż jest owinięta tworem i jest lekko zdrętwiała (jest to prosty wymach więc nie potrzeba jest tu pełna sprawność ^^). Pierwszy atak celuje w ramię oponenta(ręka gdzie trzyma broń), drugi natomiast cios wymierza w twarz. Jeśli okoliczność będą niekorzystne, Fou odskakuje, a najlepiej, jeśli uda mu się zrobić prosty przechył, by móc ładnie nacierać dalej.

EM: na start było 2600
2600 - 200 za poprzedni post.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Liczba postów : 25
Dołączył/a : 09/10/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Grupa 2   Sob Gru 05, 2015 12:34 am

Pole walki z reguły nie jest najbezpieczniejszym miejscem. Zwłaszcza dla cywili - był gotów nadstawić kark za kogoś, kto i tak tego nie doceni. Wiecie, It's about sending a message i tak dalej.
Owszem, Marcus spodziewał się ataku, ale nie takiego. A już na pewno nie spodziewał się wierzgania ze strony targanego przez niego człowieka. Częściowo go to uratowało, jednak był pewien, że bez ciężaru udałoby mu się zrobić unik. Teraz jednak było za późno - był lekko ranny, ale gorzej było i śpiewali. Wyciągnął czym prędzej drugie DG-X i zawołał krótkie "Dzięki!" do swojego towarzysza. Całe szczęście, że Ryou stanął w jego obronie - brunet posłał w oponenta impuls elektryczny, którym kupił im czas. Znaczy, którym kupiłby czas, gdyby nie kolejny tancerz na parkiecie. Na dodatek tancerka z Requiem. To, co stało się Ryou nie było na pewno najprzyjemniejsze, ale chłopak jakoś się pozbierał. Teraz byli dwóch na dwoje. Z czego wrogi białowłosy był już en route do Marcusa. Wystawiona prawa ręka, przechylony do przodu w biegu.
Łowca miał dwie opcje. Nie będę przecież ich tutaj opisywał, to byłoby głupie - zdradzanie sztuczek, żeby mieć więcej znaków w poście? Lepiej przełamać czwartą ścianę. Ale wracając. Łowca postanowił zaskoczyć nieco oponenta, który przewidywał utrzymywanie dystansu i ostrzelanie z daleka. Prometeusz uśmiechnął się nieznacznie. Swoim Flashforward'em błyskawicznie znalazł się w ślizgu obok nóg przeciwnika, który praktycznie wystawiał dopiero swoją prawą rękę. Widać było, że z jego lewą było coś nie tak - trzeba to wykorzystać. Jadąc po ziemi (mając Fouxa po lewej), Marcus zamachnął się lewym DG-X z odpalonym właśnie półmetrowym energetycznym ostrzem, celując cięciem w kolana maga. Oponent najprawdopodobniej nie zdąży zareagować, zwłaszcza przy tak nagłym pojawieniu się łowcy obok jego nóg. Na dodatek z całkiem ładną prędkością. Gdy tylko go minie, obróci się w jego stronę i zacznie go ostrzeliwać z rewolwerów. Jeśli trafi kogoś niewinnego - trudno. Starał się ratować, teraz byłby to zwykły wypadek przy pracy. Przynajmniej ma szansę pozbyć się jeszcze jednej kanalii z tego świata.

EM: 2600 - 200 - 100 = 2300
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net/t257-marcus-belmont

avatar
Liczba postów : 110
Dołączył/a : 26/10/2015

PisanieTemat: Re: Grupa 2   Sob Gru 05, 2015 8:55 pm

"Jak ona się nazywała", albo po prostu Vetra, bo takie imię nosi dziewczyna w zarysie KP schowanym w dziale mistrzów gry, podbiegła do Ryou drobnym, szybkim kroczkiem, znanym z ringów, lub walk w klatkach i wymierzyła najzwyklejszego prawego prostego w kierunku jego twarzy. No może nie takiego do końca najzwyklejszego. Po pierwsze cios był niesamowicie szybki, profesjonalny i zadany pod takim kątem, że łowcy było ciężko ocenić faktyczną odległość od pięści dziewczyny, a po drugie z bliska można było zauważyć, że cała ręka dziewczyny błyszczy z powodu niezliczonej ilości odbijających światło ćwieków na szklanej skorupie - rękawicy.
- Cycki to nie wszystko czym mam się pochwalić. - rzuciła pewnie tuż przed, jak jej się wydawało, trafieniem słodkiego pysiaczka Ryou. Mina jej jednak zrzedła gdy atak został tak po prostu zablokowany. Gołą ręką protezą. Po chwili do zdziwienia dołączył jeszcze grymas bólu, gdyż ściskając jej rękę chłopak zgniótł osłabioną, szklaną osłonę, a jej odłamki wbiły się zarówno w mechaniczne przeguby palców u sztucznej ręki, jak i w wierzch dłoni dziewczyny. Knykci i kości jednak jej nie naruszył, ponieważ chroniło je coś znacznie twardszego niż gruba warstwa hartowanego szkła. Skoro on nie musi mieć wszystkich części ciała z krwi i kości to czemu kombinezon Vetry miałby być w całości z lateksu?
Ból nie wpłynął jednak na jej racjonalne myślenie, tym samym bardzo szybko zareagowała na pchnięcie mieczem w brzuch. Kto by się spodziewał, że po pozornym i wcale nie prowokującym odsłonieniu tej części ciała ktoś będzie w nią celował? Nie przewidziała tylko zwiększonej prędkości przeciwnika. Ze wciąż zablokowaną w żelaznym uścisku prawą pięścią odchyliła się, obracając za lewą ręką i z opóźnieniem unikając Inazumy wycelowanej w także osłonięty warstewką wytrzymałego szkła brzuch. Siłę fizyczną miała porównywalną do mechanicznej łapki łowcy, a więc w końcu wyrwała dłoń i znalazła się po lewej stronie Ryou, gdzie własnym, prawym kolanem, celnie uderzyła w lewe zgięcie jego nogi tym samym podcinając go i powodując nieprzyjemny upadek. Przewracający się łowca mógł poczuć jak w uderzoną część wbijają się ostre jak igła fragmenty przezroczystej, ćwiekowanej zbroi dziewczyny. Sama Vetra zachwiała się i oddaliła od leżącego łapiąc się za krwawiący brzuch. Jeszcze kilka milimetrów głębokości, a pierwszą fazę cesarskiego cięcia miałaby za sobą. Nie był to jednak czas do użalania się nad sobą, w końcu jej stan był znacznie lepszy niż "kolegi" z gildii.
Foux po raz kolejny zaszarżował na Marcusa, tym razem jednak ani zaskoczenie, ani myśl taktyczna nie była po jego stronie. Wydłużony wąż dziabnął pustkę, a domniemany cel pojawił się u stóp maga lodu, bynajmniej nie w pokłonie, a ślizgając się na tyłku po trawie i strasząc energetycznym ostrzem. Podczas zamachu łowcy dała się we znaki niedawno zadana rana, co nie tylko zainicjowało niezbyt fotogeniczny wyraz twarzy, lecz także osłabiło impet uderzenia. Ostatecznie zamiast uciąć Fouxowi nóżki zadał mu głęboką ranę w lewym udzie, nie dotarł jednak do tętnicy, oraz bezpośrednio zarysował jego prawą rzepkę. Requiem padł na ranne kolanko w piach i już mógłby się psychicznie przygotowywać na kilka kulek w plecy, gdyby nie przytomna koleżanka.
- Ogarnij się! Jak mam walczyć, kiedy trzeba cię niańczyć? - krzyknęła tworząc kolejną szklaną ścianę na drodze pocisków. Stara w tym czasie pękła z trzaskiem, a drobne kawałeczki, jak ze zbitej szyby samochodowej, posypały się na leżącego w pobliżu Ryou.
Trzy z pięciu (liczba wyznaczona za pomocą losowego rzutu kostką) pocisków wystrzelonych przez Marcusa zostały całkowicie zatrzymane, pozostałe dwa pokonały magiczną przeszkodę, jednak po czasie dającym Fou jakąkolwiek możliwość reakcji. Udało mu się zrobić prosty przechył, dzięki czemu obydwa poleciały w tłum niewinnych ludzi, a tylko jeden zahaczył o cel robiąc więcej krzywdy ubraniu niż jego nosicielowi.

Blondie: 2200 - 300 - 100 = 1800EM | Pozioma rana na brzuchu, na wysokości pępka, brak zbroi w tym miejscu. Odłamki szkła wbite w prawy wierzch dłoni, brak zbroi w tym miejscu.
Marcus: 2300EM, Kule DG-X Lewy: (?) - 3, DG-x Prawy: (?) - 2 (nie pisz mi tu ile masz tych kul, bo wiem, ale reszta nie i niech tak zostanie) | Trzy, krwawiące szramy ciągnące się wzdłuż najniższego żebra na prawym boku.
Foux: 2400 - 200 = 220EM (odejmuję ci za wydłużenie węża, jeśli nie rozumiesz czemu zgłoś się na PW) | Średniej głębokości rana na lewym udzie i prawym kolanie, piach w kolanie. Klęczysz tyłem do Marcusa.
Ryō:  Inazuma: 1700 + 50Nt, Shijūkata: 1700Nt + 50Nt | Mechanizm ruchu palcami ograniczony wbitymi drobinkami szkła, szklane ciała obce w zgięciu lewego kolana. Leżysz.

//Czas do końca NIEDZIELI
ZASADY CD: Nie trzymamy się zasady atak/obrona, bo przy multi walkach jest ona bez sensu.
Brak kolejki, kto pierwszy odpisze ten pierwszy odpisze.


Ostatnio zmieniony przez [MG] Flare dnia Pią Gru 11, 2015 4:28 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Admin
Liczba postów : 214
Dołączył/a : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Grupa 2   Pon Gru 07, 2015 11:15 am


* Wymiana ciosów trwała w najlepsze, przelewało się coraz więcej krwi w ogrodach Magicznej Rady. Ludzie uciekali w popłochu, usiłowali ratować się przed walką między skłóconymi już do końca frakcjami. Kolejny ryk sprawił, że walki ustały i tłum zamarł w bezruchu, podnosząc głowy do góry i patrząc na niebo. Haru korzystając z okazji przywołał swoje bliźnięta i zaczął inkantację Uranometri, korzystając z błogosławieństwa podwójnego źródła mocy. Areum zaś, która była chyba najbardziej tym wszystkim rozzłoszczona przeładowała swoją kosę i tym samym dała jej kształt duże, ciężkiego miecza, któy w rękach doświadczonego łowcy siał zamęt i zniszczenie. Zamachnęła się, podskakując do góry i celując wprost w klatkę piersiową Manipyurety, który akurat zaczynał rzucać zaklęcie w stronę brata.
Wszystko rozegrało się w przeciągu kilkunastu sekund. Cień przemknął nad ogrodami, a uszu całej trójki dobiegły krzyki i wrzaski przerażenia. Ciemna bestia o szerokich skrzydłach zgrabnie leciała w dół, rozbijając łbem szklaną kopułę nad altanką i rozsypująć tym samym szkło na boki. Wylądował między przywódca Requiem, a pozostałą dwójką i bez wahania osłonił mężczyznę przed ich atakami. Areum, która nie mogła wycofać się już trwającego ataku oberwała skrzydłem, którego kolec na zgięciu rozciął jej brzuch i spowodowanych krwawienie, a sama dziewczyna odleciała do tyłu, uderzając z hukiem o ziemie. Unosząc się na rękach, w których nadal zaciskała swoją broń jęknęła z niedowierzaniem. Smocze Łuski odporne były na magie, tak więc i zaklęcie Mistrza Angel Tears zawiodło, a jego brat pozostał nietknięty. Smok nachylił łeb, wbijając fioletowe ślepia w bezpośrednio w jego twarz, a z jego gardła wydobył się cichy warkot. Pod cielskiem bestii dostrzec możnabyło zmasakrowane zwłoki jednego z członków głównej sekcji rady, którego krew przybrudziła pazury. Manipyureta zaśmiał się, opierając dłoń na biodrze i wychodząc zza głowy swojego towarzysza. Jego dłoń spoczęła na pysku zwierzęcia.
- Chciałem pokoju, ale sami mnie sprowokowaliście wy nędzni głupcy. Teraz poznacie tego konsekwencje.. Nie muszę wam mówić, czym moje nowe zwierzątko jest i co może z wami zrobić, prawda?
- To szaleństwo! Ta bestia nie usłucha nawet Ciebie! - głos Haru zabrzmiał poważnie, jednak dostrzec dało się w nim cień obawy i paniki. Młody mag rozejrzał się dookoła, lustrując wzrokiem pole bitwy. W tym czasie Areum podniosła się, zakrywając ręką krwawiący brzuch. Była w kropce i po jej minie z łatwością dało się to zauważyć. Władca Esenthor spojrzał na smoka i kiwnął głową, a ten korzystając ze swojej magii stworzył kryształy, które z zawrotną szybkością zaczęły wyrastać z ziemi i sunąć w kierunku przeciwników jego poddanych. Zupełnie jakby bestia wiedziała, kogo powinna ratować. Jej uwagę przykuła grupa pierwsza, w której stronę ryknął głośno, poruszając cielskiem i rozbijając na kawałki kamienną kolumnę, która rozsypała się w stronę grupy piątej.
*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net

avatar
Liczba postów : 19
Dołączył/a : 10/11/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Grupa 2   Wto Gru 08, 2015 11:03 pm

Nie wszystko potoczyło się tak, jak sobie to zaplanował - nie pozbył się upartej blondynki, a ta, mało tego, że nie zechciała po prostu umrzeć, to jeszcze bezczelnie wyrwała się z jego uścisku i kopnęła Ryō w lewe kolano. Uderzenie było potężne na tyle, by stracił grunt pod nogami. Jednak dość szybko się pozbierał i zauważył wbite w swoją nogę kawałki szkła. Nic dziwnego, że tak bolało, skoro niepożądane "akcesoria" w niezbyt przyjemny sposób rysowały kości niedoszłego zabójcy. Po chwili ruszył palcami protezy i usłyszał chrzęst - tam również przypałętały się pozostałości z pancerza maga. Przyklęknął na nienaruszonym kolanie i zdjął prawą rękawiczkę, spod której wyłoniła się kruczoczarna, mechaniczna dłoń.
Wtem usłyszał ryk. Smok wreszcie się pojawił i wylądował na pobliskiej altance, będącej miejscem "zawarcia sojuszu". Z daleka można było wyczuć panującą tam gorącą atmosferę, a lodowy atak latającego gada wbrew pozorom wcale jej nie ochłodził. Ryō postanowił zatem jak najszybciej pozbyć się uciążliwych dodatków w jego ciele, aby w razie większych kłopotów był on w stanie wykonać manewr zwany "taktycznym odwrotem" aka "ucieczka". Odłamki nie wbiły się głęboko, bowiem dalszą drogę blokowała im kość, przez co całkiem łatwo można było je usunąć. Aby jeszcze bardziej usprawnić operację, Ryō zamienił każdy z palców protezy na małe szczypce. Podczas transformacji szczeliny w przegubach powiększyły się, a zaklinowane tam magiczne szkło po prostu wypadło z mechanicznej kończyny. Następnie, korzystając z pozostałego czasu działania Kamikaze, przystąpił do działania. Dodatkowa szybkość powinna pozwolić mu zakończyć zabieg w ciągu 15-20 sekund.
Nie zapomniał jednak o swojej przeciwniczce. Patrząc na nią doszedł do wniosku, iż pomimo obrażeń jakich sam doznał, jego poprzedni atak należał do wcale udanych. Blondynka posiadała teraz obficie krwawiącą, podłużną ranę na brzuchu, która przy większym poruszeniu mogła sprawić, by dziewczyna pokazała wszystkim wokół swoje prawdziwe wnętrze. Na wszelki wypadek Ryō w lewej ręce trzyma Inazumę, a w przypadku ponownego ataku jest gotów do ponownego skorzystania z Kamikaze. Gdy napastnik będzie wystarczająco blisko (1-2 metry), wyceluje Mahi w miejsce zadanego wcześniej przez niego cięcia, tym samym przystępując do ofensywy. Jednakże sam nie będzie próbował zainicjować powtórnego starcia.
______________________
Stan:
Inazuma: 1750 Nt
Shijūkata: 1750 Nt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net/t366-sa-granice-ktorych-przekraczac-ni

avatar
Liczba postów : 25
Dołączył/a : 09/10/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Grupa 2   Sro Gru 09, 2015 11:51 pm

Gdyby nie fakt, że białowłosy pomiot miał jeszcze niańkę, walka między nimi byłaby skończona. Cóż, "powinna była być", bo bez nogi a) walczy się dosyć niewygodnie b) wykrwawienie gwarantowane. Niestety, w czasie ślizgu we znaki dał się pierwszy atak, przez co cięcie ze strony Marcusa nie było takie zwalające z nóg jak być powinno. Bądź co bądź, weszło - oponent nie pobiega sobie jakoś bardzo przez jakiś czas. I o to chodziło. Pal sześć, że zasłoniła go ta blondynka. Dorwie go jeszcze.
Spojrzał na Ryou. Wyglądało na to, że coś poszło nie tak w czasie jego ataku i... co on robi tam z kolanem? Białowłosy raz dwa znalazł się przy towarzyszu i wycelował jednym DG-X w blondi, drugim w tamtego "pewnego siebie". Wystrzelił wtedy jakieś cztery pociski prosto w stronę blondynki (z prawego).
- Widzisz to bydle? - rzucił jeszcze krótko do bruneta, pilnując wzrokiem obojga magów - Nie mamy szans w bezpośredniej walce.
Niestety, Łowców było za mało, żeby przeciwstawić się sile nowej zabawki Manipulanta. Wiedział, że powinni się wycofać... Ale... Co z Areum?
Nie mógł tak po prostu zostawić pola bitwy i uciec. Dopóki ona walczy, on musi trwać na pozycji. Pokazać, że można stawić opór. Stanowić pewien wzór Prometeuszom wokół niego. Nie mógł zdzierżyć widoku jego liderki z całym zakrwawionym brzuchem... Wiedział jednak, że jeśli tam podejdzie, to zostanie przemielony przez gada.
Niech cofną się na bezpieczniejszą pozycję. I niech przy okazji pozbędą się chociaż tych dwoje przed nimi.
- Gotowy? - zapytał cicho nowego, będąc gotowym na jakiś bardziej skoordynowany atak. Lub kontratak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net/t257-marcus-belmont

avatar
Liczba postów : 12
Dołączył/a : 09/10/2015

PisanieTemat: Re: Grupa 2   Czw Gru 10, 2015 10:43 pm

Wciąż klęczał, widząc jak na ziemi, pojawia się czerwona plama, chwilę później dotarły do niego słowa tej dziewczyny, która trochę się poirytowała. Właściwie każdy na jej miejscu by się zirytował, ale nie Fou... on pewnie pozwoliłby umrzeć takiej osobie. Przeklinał samego siebie w myślach, ze złości ścisnął w pięść lewą dłoń, którą podpierał się o ziemię. Skierował wzrok na oponenta w celu obeznania się w całej tej sytuacji... ten postanowił wesprzeć swojego kompana. Białowłosy wysilił się, by powstać opierając ciężar ciała na jednej nodze. Szybko spojrzał na ranę i się skrzywił, nie czuł większego bólu bowiem już dawno się na niego uodpornił(jakaś tam umiejka w KP). Lodowe twory na jego rękach ponownie zwinęły się w napięciu, czekając na kolejny ruch maga. Kiedy Marcus prowadził swoja misję ratunkową czy cokolwiek miał zamiar zrobić Foux nie czekał. Magia otoczyła zranioną nogę i już po chwili cała kończyna była pokryta lodem. Twór wyglądał jak część zbroi składającej się z wielu elementów i otworów, a z tyłu pojawiły się koła zębate, które stale się obracały, dając efekt spójnej maszyny, która cały czas pracowała. Krwawienie i poruszanie się już nie stanowiło problemu. Po tym wszystkim widząc, że nie nadchodzi żaden atak ze strony ludzi z magicznymi zabawkami, ponownie przekierował magię tym razem na plecy w górną ich część. Wyrosło tam jedno wielkie(1m) skrzydło, kształtem przypominające to od smoka, który oczywiście pojawił się w ogrodach i zaczął mieszać szyki wszystkim wrogom Maniego. Czerwonooki widząc wycelowaną broń w swoją stronę i w stronę tej dziewczyny z jego gildii zirytował się jeszcze bardziej. Lekko zgiął plecy unosząc prawą(nie-lodową) nogę, a następnie ugiął lewą. Pozwolił sobie złapać równowagę i chwilę później, jakaś część w lodowej nodze wysunęła się z łydki, uderzając w ziemię pod odpowiednim kątem z ogromną siłą. Fou jednocześnie prostuje kolano, co powinno sprawić, że wybije się z bardzo dużą prędkością wprost na Marcusa.
-Nie, nie, nie. Ty walczysz ze mną...- widać było w oczach chłopaka lekki błysk, a na jego twarzy pojawił się mroczny uśmiech. Czas zacząć poważną walkę... Zbliżając się do Marcusa, częściowo zasłania się skrzydłem z prawej strony, pozostawiając sobie jednak odkrytą część twarzy tak, by widzieć wszystko, co się przed nim dzieje. Spodziewa się, że może nadejść atak ze strony zarówno białowłosego, jak i tego jego koleżki dlatego, gdy zajdzie taka konieczność zakrywa się z przodu skrzydłem całkowicie, chcąc zneutralizować atak. Dopiero będąc w odległości ok. dwóch metrów od oponenta, odchyla skrzydło jak najszybciej, co skutkuje, naglą zmianą pozycji oraz kierunku lotu. Robiąc to, chce zaskoczyć swój cel i właśnie w tym momencie powinien mieć Marcusa po swojej prawej. Dopiero wtedy przeprowadza atak prawym "wężem" pozwalając, by się wystrzelił, jeśli oponent zrobi unik i będzie poza zasięgiem, wąż odczepia się od ręki właściciela i leci jak zwykły pocisk na po linii prostej. W tym czasie lewa ręką asekuruje się, by w razie problemów się zasłonić.

2200 - 200 - 200 - 200 = 1600
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Liczba postów : 110
Dołączył/a : 26/10/2015

PisanieTemat: Re: Grupa 2   Pią Gru 11, 2015 7:11 pm

Vetra wciąż trzymała się za brzuch. Była lekko skulona, przygryzała wargę i patrzyła z nienawiścią, w której dało się ujrzeć również odrobinę szacunku jaki żywiła tylko i wyłącznie do silnych przeciwników. Była narwana, ale nie głupia i nie miała zamiaru ponownie szarżować na przeciwnika, którego szybkość już zdążyła poznać. Obydwu członków Requiem popełniło przed chwilą dokładnie ten sam błąd, zamiast pomyśleć nad taktyką zastosowali bezmyślny frontalny atak, no i widać jak to się potoczyło. Cóż, może i ta dwójka jest na pozycji przegrywającej, jednak cała ich gildia ma zdecydowaną przewagę i to powinno podnieść im morale i zagrzać do dalszej walki.
Pomimo wciąż krwawiącej rany dziewczyna wyprostowała się i obdarzyła obydwu, skupionych na niej łowców, szyderczym uśmiechem. Pocisków się spodziewała i natychmiast po pierwszym wystrzale odwołała rozpadającą się tarczę z okolic Fouxa i ustawiła ją przed samą sobą. Prawa pięść niesamowicie bolała, ale wciąż nadawała się do inkantacji. Po zetknięciu knykci powstrzymane zostały kolejne trzy pociski Marcusa (nie przyzwyczajaj się, po prostu trafiłeś 0,05 szans, że dwa razy pod rząd zatrzymają się właśnie trzy), a ostatni, niszczący szklaną powierzchnię śmignął jej koło ucha. Drobne odłamki upadły jej do stóp, ale na tym nie poprzestała, po raz kolejny wykonała znany już ruch, jednak tym razem przed nią pojawił się całkiem spory krąg, z którego z zawrotną prędkością wystrzelił tłuczeń o najróżniejszej wielkości. Całość z premedytacją została wycelowana w łowcę o sztucznej ręce. Ryou wciąż jednak odczuwał efekt Kamikaze i w mgnieniu oka zareagował na nadchodzące niebezpieczeństwo. Lewa noga ciągle dawała mu się we znaki, więc unik wykonał przenosząc ciężar na prawą i odskoczył w tym właśnie kierunku oddalając się z linii ostrzału oraz Marcusa.
On natomiast został zaatakowany przez wściekłego, egoistycznego Fouxa, który już zdążył go sobie przywłaszczyć jako osobistego wroga i oponenta. Mag lodu z powodzeniem niwelował wady zranionych nóg wykorzystując swoje, ruchome twory. Oczywiście przeszywającego bólu nie mógł stłumić, ale i tak odczuwał go w mniejszym stopniu niż przeciętny człowiek. Ze znaczną prędkością wyskoczył w kierunku strzelca, który nie tylko nie był pod wpływem Kamikaze, ale też miał odciętą jedną z dróg ucieczki ze względu na zaklęcie Vetry. Unik nie wchodził w grę, a jakakolwiek jego próba była niesamowicie nieefektywna. Wystrzelony wąż wbił się kłami w stojącą mu na drodze lewą rękę Marcusa i wgryzł w przedramię. Ta specyficzna, lodowa włócznia nie zadała krytycznych obrażeń, jednakże długie zębiska gada naruszyły mięśnie w przedniej części przedramienia, przez co uchwyt na DG-Xie stał się mniej pewny, a ręka zaczęła niekontrolowanie drżeć. Biedny Marcus, dostał parkinsona w tak młodym wieku. Mógł zauważyć, że kilka jego palców nie zgina się zgodnie z wolą, na szczęście wskazujący wydawał się być nieruszony.
Jakby tego było mało wokół łowców zaczęły wyrastać kryształowe kolce, stworzone przez smoka. Czar na tak wielkim obszarze nie miał prawa być w stu procentach celny, więc żaden z nich nie zagroził Promykom, a jedynie ich ściana odgrodziła im możliwość klasycznego odwrotu w tył. Innego wyboru jak przedarcie się przez stojących im na drodze członków Requiem nie mieli, ale przecież o to chodziło, czyż nie?

//Marcus, Foux, prosiłabym o wrzucenie linków do KP i KM w pola profilowe (pod informacjami o imieniu, ubiorze i ekwipunku), będzie mi się łatwiej poruszać wśród waszych kart.
Blondie: 1800EM - 100 - 300 - 400 = 1000MM | Pozioma rana na brzuchu, na wysokości pępka, odłamki szkła wbite w prawy wierzch dłoni. Cała zbroja.
Marcus: 2300Nt, Kule DG-X Lewy: (?) - 3, DG-X Prawy: (?) - 6 | Trzy, krwawiące szramy ciągnące się wzdłuż najniższego żebra na prawym boku, rana kłuta w lewym przedramieniu, bezwładny mały i serdeczny palec, "parkinson" w lewej łapie.
Foux: 1600EM  | Średniej głębokości rana na lewym udzie i prawym kolanie, piach w kolanie.
Ryō:  Inazuma: 1750Nt, Shijūkata: 1750Nt | Rany kłute w zgięciu lewego kolana.
Czas wstępnie do środy.

EDIT(odpowiedź na pytanie): Już fabularnie nie będę dopisywać, ale Foux znajduje się w odległości niecałych dwóch metrów od Marcusa i trzech-czterech od Ryou, twarzą do łowców (bo nie jest durny, żeby się odwracać) i plecami do stojącej zdecydowanie dalej Vetry.
W kolejnych postach postaram się opisywać ustawienie deczko dokładniej
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Liczba postów : 19
Dołączył/a : 10/11/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Grupa 2   Sro Gru 16, 2015 12:54 am

Ryō zdołał wyjść bez szwanku z ostatniej, całkiem niebezpiecznej, sytuacji. O ile zgrany atak Fouxa i Vetry okazał się nieskuteczny wobec nowego Promyka, o tyle jego towarzysz nie miał tak dużego pola do popisu i trochę na tym ucierpiał. Brunet znajdował się teraz obok Marcusa, a ustawienie jego przeciwników było dość niekorzystne dla zwykłego, frontalnego ataku. Poza tym, przeciążenie spowodowane przez Kamikaze to nie przelewki. Na szczęście, zanim nastąpiła poprzednia ofensywa Requiem, Łowca zdołał wyjąć wszystkie odłamki szkła z kolana. Pozostałe po nich rany nie są bardzo uciążliwe, a dodatkowo mało krwawią. Ponadto podczas uniku zdążył jeszcze przywrócić swoją protezę do pierwotnego kształtu, zdając sobie sprawę z tego, że tak małe i delikatne szczypce nie są najlepszym narzędziem do walki. Przynajmniej jeden problem z głowy - odzyskał swoją mobilność, a teraz jest gotów ponownie ją wykorzystać. Jednak aby jego plan miał jak największe szanse powodzenia, musi ponownie użyć przyspieszenia.
Pobiegnie po okręgu ze zwykłą prędkością (około 30 km/h) tak, aby mieć Fouxa po swojej prawej stronie w odległości około trzech metrów. Jeśli białowłosy mag odwróci się, Ryō pobiegnie dalej w kierunku Vetry, polegając na umiejętnościach przełożonego, który powinien zacząć strzelać do odsłoniętego celu (odwróconego Fouxa). W razie ataku zasłoni się protezą. Jeżeli jednak Foux nie odwróci się, Łowca rzuci Mahi na niezakryte lodem miejsce, co także powinno wystawić maga na ostrzał. Następnie czarnowłosy nieznacznie przyspieszy (o około 5 km/h) i pobiegnie do blondynki nie wchodząc w tor lotu pocisków Marcusa. Podczas ruchu będzie trzymał Shijūkatę przed sobą, aby uchronić się przed możliwym zderzeniem z kolejną niewidzialną ścianą. Gdy będzie jakieś 2 metry przed nią, zwiększy nagle swoją prędkość do maksimum, aby nie dać jej czasu na jakąkolwiek reakcję. Uskoczy lekko na lewą stronę i przejedzie Inazumą po brzuchu Vetry tak, by uszkodzić jej pancerz, a jednocześnie nie spowolnić swojego biegu. Odbiegnie na niecałe dwa metry, szybko się zatrzyma, użyje Mahi na uderzonym miejscu i kolejny raz doskoczy do przeciwniczki, tnąc ją w okolice poprzednio zadanej przez niego rany. Po zadanym ciosie szybko się wycofa pozostając w gotowości do wykonania uniku, gdyż nie chce znowu wyjmować szkła z jakiejkolwiek części ciała.
__________________
Mahi x1 (lub x2) - 300Nt (lub 600Nt)
Kamikaze x2 - 600Nt
Stan:
Inazuma: 1750Nt - 300Nt (lub 600Nt) = 1450Nt (lub 1150Nt)
Shijūkata: 1750Nt - 600Nt = 1150Nt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net/t366-sa-granice-ktorych-przekraczac-ni
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Grupa 2   

Powrót do góry Go down
 

Grupa 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yousei no Hikari :: Eventy :: Era-