IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dr. Scheuche Voger

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Liczba postów : 24
Dołączył/a : 12/11/2015

PisanieTemat: Dr. Scheuche Voger   Pią Lis 13, 2015 11:00 pm

Doktor Scheuche Voger



Informacje Podstawowe

Imię: Scheuche (Szojcz)
Pseudonim: Doktor Voger, Szalony Alchemik, Straszna Twarz, Doktor Bez Twarzy
Nazwisko: Voger
Pochodzenie: Valhala
Data urodzenia: X887, gdzieś na Jesieni, 24 lata.
Rasa: Człowiek, choć wielu uznałaby go już za potwora.
Orientacja seksualna: A
Przynależność: Angel Tears
Kolor znaku gildii: Czarny, smolisty.
Miejsce umieszczenia znaku gildii: Szyja (krtań)
Reputacja: Straszny, niepokojący, wariat.


Informacje użytkowe

Magia: Straszak
Magiczna Energia: 2500
Majątek: 1200 Klejnotów
Ekwipunek:
♦ Dwie Rękawice Strzykawkowe (zazwyczaj zakładana tylko jedna)
♦ Duża ilość składników alchemicznych
♦ Zawsze jakiś nóż
♦ Fiolki, strzykawki i buteleczki z różnymi płynami alchemicznymi
Umiejętności:
♦ Alchemia
♦ Wytrzymałość na ból
♦ Skrytobójstwo


Aparycja

Przed państwem stoi pół-człowiek, pół-potwór! Nie można go pomylić z nikim innym. Niezwykle charakterystyczny, nie bez powodu powoduje strach wśród ludzi. Po mieście porusza się nocami, by nie przerazić niewinnych przechodniów. Jest niewysoki. Mierzy jakieś metr siedemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu, a waży przy tym niecałe sześćdziesiąt kilogramów. Brakuje mu twarzy. Stracił ją w wyniku pewnej nieciekawej historii. Zamiast niej, posiada teraz wiele szwów i skórzanych strzępków zastępujących mu prawdziwą skórę. Oczy, które podczas wypadku straciły nie tylko swój urok, ale i zdolności, musiał zastąpić dwoma wspomagaczami. By nie oślepnąć całkowicie, musiał zaaplikować sobie pewną substancję wzmacniającą wzrok. "Martwe" źrenice emitują żółtawe, niezbyt silne światło. Oczywiście, przymrużając powieki - przygasza je. Reszta ciała, często odsłonięta, ma dosyć dziwną karnację. Pod policzkami domontował sobie wyziewy przeciwgazowe, którymi oddycha w specjalnych sytuacjach. Skóra Vogera jest szara, blada, popielata. Jak z ubiorem? Nie rozstaje się ze skórzanym kapturem, oddzielonym od reszty płaszcza. Wydaje się, iż ten kawałek materiału został przyspawany do jego i tak już poranionego łba. I tak jest, stopił się ze skórą. W swojej pracowni chodzi na wpół nago, z odsłoniętym torsem, z widocznymi żebrami, ale też zaskakująco rozwiniętymi, pojedynczymi mięśniami. Widać pewne dysproporcje, jednak mimo bycia chuderlakiem - jest dosyć sprawny fizycznie. Jeśli chodzi o wygląd, należy wspomnieć jeszcze o jego wynalazkach. Zazwyczaj na jednej z dłoni nosi "Strzykawkową Rękawicę". Cztery strzykawki, usadzone na palcach, wypełnione zazwyczaj są najbardziej przydatnymi podczas ekspedycji substancjami, jak trucizna, czy chociażby leki przeciwbólowe.

Cechy charakterystyczne: Brak twarzy, świecące oczy, popielata skóra;


Charakter i Biografia


Pierwsza taśma wywiadu z pacjentem: Scheuche Voger
[L] Dr. Lara Harvey - spokojna, opanowana
[V] Voger - wypowiada się przeciągając słowa, pół-szeptem

L: Witaj Scheuche (Schojcze). *dźwięk odsuwanego krzesła* Nazywam się Lara Harvey. Jestem tutaj aby...
V: Zaczekaj paniusiu. Chciałbym coś ustalić. Po pierwsze... Czym jest to coś, co kręci się w rogu? Po drugie... Nazywam się DOKTOR Scheuche (Szojcz) Voger. Doktor.
L: To nowy wynalazek naszej gildii. Urządzenie rejestrujące dźwięk. Cała nasza rozmowa jest nagrywana.
V: Och, jako "pacjent" *prychnięcie* nie mam już żadnych praw? Nie chcę tego.
L: Ale...
V: Nie. Nie podoba mi się to. Nie. Nie. Mam Cię gdzieś. *odgłosy stukania*
L: Nie szarp się, Voger. Jesteś przykuty do tego... *szczęknięcie metalu* Hej! Ochrona! OCHRONA!

Druga taśma wywiadu z pacjentem: Scheuche Voger
L: Minęły dwa dni od naszej poprzedniej rozmowy. Rozumiem, że na tej kartce, która przede mną leży, są zasady naszej... współpracy?
V: Och, dokładnie kotku. Śmiało...
L: Mam się do Ciebie zwracać "doktorze" albo po nazwisku? Przecież to ja...
V: Tak, pani doktor. Ale przecież nie jest pani jedyną wykształconą, co?
L: W porządku... *niepewnie* Reszta zasad jest chyba... Chyba ok. Przejdźmy do wywiadu. Porozmawiajmy na spokojnie. Opowiesz mi coś o sobie?
V: Czemu nie? Co chcesz wiedzieć?
L: Zacznijmy może od Twojego dzieciństwa. Wiele zaburzeń psychicznych właśnie tam się zaczyna.
V: Zaburzeń? Uważasz, że jestem chory? *śmiech* Może i masz racje! Nie pamiętam dzieciństwa. Kojarzę tylko ostatnie dni sprzed przemiany w to, czym jestem teraz.
L: Co się wtedy wydarzyło?
V: Jestem pracowity. Zawsze byłem. Wtedy pracowałem nad jakimś ważnym eliksirem, choć teraz nawet nie pamiętam jakim. Wiem, że studiowałem alchemię długo i sam nadałem sobie tytuł doktora.+
L: Sam?
V: Tak. Mam prawo do wszystkiego. To moje życie, sam nim kieruję.
L: Mów dalej.
V: Ciecz była już prawie gotowa. Miałem ją sprzedać komuś ważnemu.
L: Gdzie to było?
V: W Valhali, miałem tam swój gabinet. Miałem może... Osiemnaście lat? Byłem mądry i przystojny. Ale niezbyt miły. Takie ślicznotki jak pani raczej długo się mną nie interesowały. Te małe bździągwy przychodziły się ze mną "zaprzyjaźnić"! Kpina. Tak jakbym miał na to czas. Liczyły się osiągnięcia. Wiedza o eliksirach. Majątek, którego się powoli dorabiałem.
L: W Twoich aktach widnieje powiązanie z zamaskowanym mordercą, który grasował mniej więcej w tamtym okresie. Czy to byłeś ty?
V: Przez moment, tak.
L: Moment?
V: To był jakiś wariat. Pewnej nocy na ulicy, pod moim gabinetem zobaczyłem kolesia z nożem goniącego kobietę. Potrzebowałem ludzkiej krwi. Do eliksiru oczywiście.
L: Więc, co zrobiłeś?
V: *cisza*
L: Voger?
V: Należało mu się. *śmiech* Zabił wiele kobiet i dzieci. To był PSYCHOL. Ale był słaby! Byłem pewien, że mi się uda. Chociaż był wielki. Mała dawka trucizny lekko go sponiewierała. Obudził się gdy wyciągałem mu jelita.
L: J-jakim c-cudem jeszcze żył?
V: Alchemia złotko! Alchemia! Gdy otworzył oczy zobaczył mnie z jego maską na mojej twarzy! W dłoni trzymałem jego jelito i zawiązałem na supeł. Rzygał. Krzyczał że przeprasza za to co robił.
L: To była zemsta?
V: Co? Nie! Po prostu potrzebowałem krwi. A jego maska mi się spodobała. Ja wszystko robię dla siebie. Kobieto, myślisz że go ukarałem? Należało mu się, ale to nie mój motyw!
L: Niedobrze mi.  
V: Powinniśmy skończyć. Och, mogę mieć do Ciebie prośbę?
L: Co takiego?
V: Chciałbym różę. Koooocham róże.

Trzecia taśma wywiadu z pacjentem: Scheuche Voger
V: Gdzie moja róża?
L: Wybacz Voger, nie wolno mi nic dla Ciebie wnosić.
V: Och, wy mnie tu naprawdę nie lubicie. To jest rozmowa na poziomie? Przykuliście mnie do stołu! Siedzę o suchym pysku i nawet kwiatka powąchać mi nie dacie!
L: Mogłabym usłyszeć ciąg dalszy Twojej historii?
V: Byłbym uparty, ale nie mam ochoty. Więc powiem. Polubiłem maskę tamtego mordercy, dlatego ją nosiłem. Pewnego wieczoru przyszli bracia tego kolesia. Przynajmniej tak się przedstawili. Mieli podobne maski. To była jakaś sekta. Psychole. Niezrównoważeni. Pobili mnie. Z sześcioma nie miałem szans. Zabiłem tylko dwóch. Podpalili mój cenny gabinet. Moim ciałem rozbili fiolki ze wszelkimi składnikami i eliksirami jakie miałem. Moje unerwienie się wypaliło. Spójrz na mnie. Wbij mi nóż w rękę a tego nie poczuję. Nie czuję bólu. *śmiech*
L: Nie masz czucia?
V: Maaaam. Leciutkie.
L: Miałeś szczęście, że przeżyłeś.
V: A oni pecha. Pozostałą czwórkę musiałem już załatwić w innych terminach.
L: Zamordowałeś ich?
V: Myśleli że jestem martwy. Wykorzystałem to. Niestety, zwiali gdy tylko zginął pierwszy z nich.
L: Zabijałeś z zimną krwią?
V: To tylko śmieci. Ciebie też bym zabił, gdyby mi na tym zależało.
L: Nie sądzisz, że jesteś taki jak oni?
V: Lubię dzieci. Ale ich nie zabijam. Ciebie też lubię, więc tego nie zrobię.
L: Rozumiem. To była chęć zemsty.
V: Zniszczyli mi gabinet i ciało. Zamiast twarzy mam coś co przypomina worek na kartofle.
L: Więc dlaczego zabiłeś jednego z naszych ludzi? Był niewinny. Dosyć ważny członek Prometheusa, zdajesz sobie z tego sprawę?
V: Ten wasz zaufany człowiek był jednym z nich.
L: Ciężko mi w to uwierzyć...
V: Nie musisz. Chciałaś prawdę. A ja zawsze mówię prawdę. *śmiech* Jestem szczery.
L: Na dziś wystarczy...

Czwarta taśma wywiadu z pacjentem: Scheuche Voger
[G] Dr. Gary Lair - niespokojny, podenerwowany
G: Witaj, jestem Gary Lair. Jestem w zastępstwie...
V: *cisza*
G: Panie Voger? Słyszy mnie... O CHOLERA!!!
V: No co? To tylko moje oczy.
G: Lara miała rację... Wyglądasz jak potwór...
V: Spokojnie, jestem przykuty. Nie rzucę się na ciebie. I nie przegryzę ci aorty. Gdzie moja ukochana doktor?
G: Jest przeziębiona. Mam tu pytania, które muszę zadać...
V: Pytaj. Śmiało.
G: Co czujesz, mordując?
V: Smród juchy.
G: A wewnętrznie?
V: Smród. Juchy.
G: Ale, co czujesz psychicznie?
V: Złap mi muchę.
G: Co?
V: Po pokoju lata mucha, złap mi ją w tę szklankę.
G: *odgłosy kroków i po chwili stuknięcia szklanki o blat stołu*
V: No Gary, przyjdź na następny wywiad. Wtedy pokażę Ci coś ciekawego.
G: Dobrze... Masz... Masz jakieś marzenia?
V: Chciałbym stąd wyjść. I odzyskać twarz. Ożenić się i mieć trójkę dzieci. *stłumiony śmiech*
G: Chciałbyś się wyleczyć? Być normalny? Aktualnie jesteś chory psychicznie?
V: Podejdź do mnie, proszę... *załamany, smutny głos* Bliżej. Bliżej. Spójrz mi w oczy...
G: P-Panie V-Voger... Co się... AAAH!!!
V: I co teraz! *śmiech*
G: *dźwięk otwieranych drzwi*

Piąta taśma wywiadu z pacjentem: Scheuche Voger
L: Pogryzłeś go. Voger, dlaczego?
V: *nuci*
L: Voger? Co to za mucha?
V: Przyniosłaś mi różę. Dlaczego?
L: Bo dostałam zalecenie, aby sprawdzić po co Ci ona.
V: Mówiłem, powąchać. *odgłos ciężko wciąganego powietrza* Eeeh.
L: Przeczytam Ci swój raport. Według dotychczasowych badań jesteś chory psychicznie, ale nie niestabilny. Nie znasz wartości ludzkiego życia lub udajesz że nie znasz. Dużo mówisz, ale jesteś zamknięty w sobie. Jesteś oschły, ironiczny, masz skłonność do czarnego humoru. Wydaje się, że nie masz sumienia. Bardzo możliwe, że udajesz wariata. Mimo wszystko masz wpojone dziwne poczucie sprawiedliwości. Jesteś zapatrzony w siebie i swoje pragnienia. Nie jesteś psychicznie chory. Jesteś mordercą.
V: To znaczy, że zostanę po prostu zabity? Czy skazany?
L: Zobaczymy się jutro.

Taśma z egzekucji pacjenta: Scheuche Voger
V: Powieszenie? I to w pokoju przesłuchań? Serio, tniecie koszty.
L: Za trzydzieści sekund otworzy się zapadnia. Umrzesz, Voger.
G: Nie chcę na to patrzeć...
V: Mucha. Mucha siedzi na róży.
L: O co chodzi?
G: Nie podoba mi się to...
V: Dziesięć. Dziewięć. Osiem. Siedem.
G: Czy on odlicza czas do swojej śmierci?
V: Sześć. Pięć. Cztery.
L: Musimy to przerwać...
V: Trzy. Dwa. Jeden. *śmiech, nagle zduszony*
*cisza kilkusekundowa, bzyczenie muchy*
*odgłos uderzeń*
L: Gary! Co Ty robisz?! Nie!
*cisza przerywana szamotaniną*
*dźwięk urywanego sznura*
V: Prawie się udusiłem, Lair.
G: Ja...
V: Ochrona chyba tu biegnie...
*nagłe mocne uderzenie*
V: Nie wejdziecie tu! Przykleiłem doktorka do drzwi! Jeśli je wyważycie, złamiecie mu kręgosłup!
*niezrozumiałe krzyki zza drzwi*
L: Co jest...?
V: Niech się pani nie szarpie! Gary przypiął panią do mojego starego miejsca! To żelazne okucia.
L: Dlaczego Gary jest...?
V: Mucha, która latała po tym pokoju była moja. Wszędzie ją ze sobą nosiłem. Była zmutowana. W kontakcie z rośliną zaczęła wytwarzać pewne gazy. Wyczuł je tylko Gary, któremu wcześniej wprowadziłem w krwiobieg odpowiednie substancje, zareagował na nie. Pobił panią i przykuł. W różnych kącikach ust noszę różne kapsułki.
L: Jesteś szalony... Zostaw mnie...
V: Ale podobno zdrowy. *dźwięk tłuczonego szkła* Szklanka też się przyda. Ach, zanim wszystkich was tu wyrżnę, najpierw przetnę tę cholerną taśmę. To klekotanie mnie irytuje.
*cichy trzask*

♦ Kolejne akta wskazywały na to, że po zabiciu dużej części personelu oddziału psychiatrycznego Dr. Voger uciekł. Placówka została zamknięta.
♦ Doktor odnalazł po roku miejsce w oddziałach Angel Tears. Jego talent i umiejętności alchemiczne przyćmiły jego złą reputację i został przyjęty. Od dwóch lat straszy innych członków, ale nie zabija. Jest wyjątkowo pomocny.



Dodatkowe informacje

Ciekawostki (opcjonalnie):
♦ Lubi dobrze zjeść, łatwo wyprowadzić go z równowagi niesmacznymi daniami.
♦ Lubi straszyć, a gdy sama aparycja nie wystarcza, stosuje odpowiednie narkotyki w gazowej postaci.
♦ Ostatecznie nie potwierdzono mu żadnej choroby psychicznej. W rzeczywistości chciałby, aby ktoś go przebadał.
♦ Dba o swój gabinet tak samo jak i o siebie.
♦ Sam sobie nadał tytuł doktora.


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Liczba postów : 180
Dołączył/a : 30/09/2015
Skąd : Krainy Północy

PisanieTemat: Re: Dr. Scheuche Voger   Nie Lis 15, 2015 4:30 pm

Nie ukrywam, że bardzo czekałam na Twoją kartę postaci. Mam duże nadzieję z tą postacią i jej wkładem w fabułę główną forum. Świetny pomysł, fakt dołączenia do AT bardzo pozytywny,

Akcept

_________________
Exchanging the white bond
Devoted prayers in one blue night
Winding green seeds fall down
Leaving the bronze one to harvest
Under purple mystery.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Liczba postów : 65
Dołączył/a : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Dr. Scheuche Voger   Nie Lis 15, 2015 7:16 pm

Zobaczymy, doktorze Voger jak się Pan będzie spisywał. Akcept!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.yousei.pl/t214-haru-yoshida
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Dr. Scheuche Voger   

Powrót do góry Go down
 

Dr. Scheuche Voger

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yousei no Hikari :: Kartoteka :: Karty Postaci :: Angel Tears-