IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ogrody

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Admin
Liczba postów : 214
Dołączył/a : 07/09/2015

PisanieTemat: Ogrody   Pią Lis 13, 2015 6:18 pm


* Za budynkiem znajduje się ogrodzony, prostokątny teren do którego dostać się można przez podwójne, oszklone drzwi. Przepiękne i bogate w różnorodne gatunki roślin miejsce przyciąga wzrok kolorami oraz zapachami. Brukowane alejki z ławkami oraz wysokimi latarniami stanowią idealne miejsce na spędzanie czasu na świeżym powietrzu. Na centralnym, okrągłym placyku znajduje się pokaźna, trzypiętrowa fontanna - w klasycznym stylu. Wysokie, owocowe drzewa rzucają cień w słoneczne popołudnia, a intensywnie zielona przez cały rok trawa - widocznie wspomagana magią - zachęca, aby rozłożyć koc i na niej usiąść. Przy jednym z krańców ogrodów znajduje się tablica upamiętniająca wielkich magów Fiore oraz poprzednie składy Wielkiej Rady. *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net

avatar
Liczba postów : 111
Dołączył/a : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Ogrody   Pią Lis 13, 2015 11:40 pm

Ważne spotkanie, bla bla bla, masz się zjawić, czy coś tam mówił Mistrz razem z Yooną. Znowu oderwana od swojej codzienności, rzucając rutynę, zmierzyła na miejsce spotkania razem z pozostałymi. Nie była zbyt zadowolona z tego z racji, że niedawno wróciła z dość ciekawych przesłuchań, jeszcze zajęła się paroma niewolnikami, a nadszedł dość ciężki czas sprowadzania i wysyłania karawan z pożywieniem z punktu na szlaku wiążącym Esenthor z resztą miast, wiosek, czy portów. Kobieta zwana Elisabeth, zaraz po dotarciu na miejsce, czyli legendarną stolicę magii - Erę - skierowała się niemal od razu z synem do ogrodów. Jakoś nie miała ochoty siedzieć wśród tych wszystkich smęciarzy nawet, jeśli wśród nich Glave również i był. No dobra, Yoonę też lubiła, ale reszta! Reszta to zupełnie inny, znacznie cięższy orzech do zgryzienia!
Wracając do całej tej sytuacji, ten odkrywający dość dużo jej walorów strój do zadań specjalnych uznała za idealny na taką okazję. W końcu czy przypadkiem zadaniem specjalnym nie jest towarzyszenie swojemu Panu i Władcy w podpisywaniu traktatu pokojowego? Tak, jak reszta zapewne mieszkańców Esenthoru, brała udział w pewnym kulcie Lidera, Manipyurety. Należała do tych, którzy jednak nie przesadzają - nie jest to wielbienie na każdym kroku. Jej uwielbienie polega po prostu na wypełnianie rozkazów zgodnie z własnym odczuciem. Nawet teraz. To też był rozkaz.
- Jak się czujesz w Erze? Legendarnym mieście Magów, w którym stacjonowała... stacjonuje... nie ważne. Istniała Rada Magiczna rządząca prawami naszego królestwa? - zapytała, kierując to do swojego syna. Zaraz po tych słowach skierowała się do tablicy pamiątkowej, którą obejrzała. Jakieś tam nazwiska, nie wiedziała nawet, kto to jest. Może jedno, czy dwa kojarzyła z dawnych historii, które miała okazję wyczytać przy okazji uczenia się magii. Delikatnie przejechała dłonią po wyrytych literach, nie mówiąc nic, jedynie spuszczając głowę i zamykając oczy. Byli to ludzie dobrzy, walczący za swoją sprawiedliwość. Ona była z Requiem - gildii walczącej z tamtą pozytywną sprawiedliwością, więc jaki był powód złożenia hołdu? Byli silni. Musieli czymś zasłynąć, skoro zostały ich imiona wyryte na tabliczce. Liz spojrzała się jeszcze przez chwilę na tenże manuskrypt.
- Ci ludzie, których imiona tutaj wypisano byli potężni. Walczyli za swoje racje, wielu z nich należało zapewne do Rady Magicznej. Szanuję ich, chociaż byli po drugiej stronie frontu, mieli inne poglądy niż my, mordercy. Szanuję ich, ponieważ są potężni, silniejsi niż wszyscy ci przeciwnicy, z którym mieliśmy styczność, synu. Ich imiona zostaną zapamiętane po wsze czasy. Do tego dążymy: chcemy zostać zapamiętani przez potomnych, aby słowa na temat naszych czynów przeskakiwały z ust do ust. Chociaż jesteśmy skrytobójcami, mordercami na zamówienie, pragniemy zostać zapamiętanymi. Zapamiętani jako ci najlepsi z najlepszych. Jak myślisz, jak wysoko zostałyby nasze imiona wyryte na takiej skale pamięci? - zapytała, unosząc głowę w górę. Przeczucie mówiło jej, że na samej górze wypisani są ci najważniejsi z najważniejszych, choć imion ze względu na swój wzrost nie mogła odczytać (stawiam, że tablica jest wysoka). - Nie spieszno mi do grobu, jednakże nie zostało mi tak wiele czasu, jak Tobie. Jesteś wciąż młody, zapracujesz na swoje miano i sławę w tak młodym wieku - kontynuowała, po czym nagle zawiesiła głos, odwróciła się i spojrzała się na syna przez ramię. W jej oczach coś błysnęło, a ta... nagle po prostu się zaśmiała, kryjąc usta pod dłonią. Co ją tak rozbawiło, że próbowała zdławić śmiech?
- To powietrze chyba tak na mnie działa, że zaczynam gadać od rzeczy! - zawołała przez rozbawienie, po czym wzięła głębszy oddech po niedługiej chwili, aby wyrównać swój rytm. Rzeczywiście, to powietrze odczuwała zupełnie inaczej niż w Esenthorze. Tutaj było zdecydowanie świeższe, odpowiedniejsze dla takiego energicznego stworzonka, jakim była Liz.

//Będę pisała z Fin i Darkraiem, ale jeśli ktoś chce, to niech dołącza, nie mam prawa zakazywać <3

_________________

#e0bc38
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net/t202-elisabeth-elize-schwarze

avatar
Liczba postów : 29
Dołączył/a : 10/10/2015
Wiek : 20
Skąd : MMz

PisanieTemat: Re: Ogrody   Sob Lis 14, 2015 10:27 am

Darkrai szedł z mamą wesoło. Przybyli do Ery - legendarnego miasta, siedziby dawnej Rady Magicznej, miejsca wychowania wielu znamienitych magów, których imion mag nie pamiętał - razem z resztą członków gildii. Pomimo, że nie byli to ludzie bardzo niemili czy nadzwyczajnie chamscy, Schwarze woleli odejść na bok i zająć się sobą. Mieli stawić się na podpisaniu traktatu, a nie było mowy o tym, co mają robić przed tym wydarzeniem. Tak więc, zarówno syn jak i matka, chcieli odpocząć od trudów codziennej pracy. Nigdy, od czasów powrotu do Esenthoru siedem lat temu, nie mieli dla siebie więcej niż dzień czy dwa
Młody mag uważnie rozglądał się po okolicznej zabudowie. Zdawał sobie doskonale sprawę z tego, jak ważnym wydarzeniem jest podpisanie paktu o nieagresji lub nawet sojuszu, między tak dużymi frontami jak jego ukochane Requiem i od dawna znienawidzona Angel Tears. Takie spotkanie przyciągnie wielu gapiów, a niektórzy z nich mogą mieć niecne zamiary. Nie wiadomo też w końcu, jak przebiegną negocjacje i co się stanie po ich zakończeniu. Znajomość ukrytych zakątków, rozplanowania architektury miasta, a także obecności dobrych miejsc do defensywy, może być niedługo na wagę złota. Teraz jednak chłopak i kobieta dotarli do lokalnych, rozłożystych i starannie zadbanych ogrodów. Darkrai nie należy do osób, dla których bogata, różnorodna flora jest czymś imponującym, zawsze przejawiał bardziej kult siły i efektywności w zadaniach. Toteż nie przejmował się trawą, kwiatami i szedł w spokoju z ukochaną mamą. Kobieta przerwała ciszę zaczynając rozmowę. jej pytanie było łatwe do przewidzenia, w końcu syn  dobrze wiedział jak się przy nim zachowuje... przynajmniej w jego kierunku.
- Nie czuję tego, że mieszkały tu tak ważne persony. Nie widzę śladów działalności "wielkich", ale szanuję to, że byli. "Walka równych, to walka szanujących się. Pierwszy który poczuje się zbyt pewnie i przestanie szanować wroga, przegra." Sama mnie tego uczyłaś mamoooo.
Para dotarła do tablicy upamiętniającej dawnych członków Rady Magicznej, wielkich magów i znane tożsamości. Darkraia ciekawiło czy tablicę tę postawiono przed czy po pojawieniu się smoków... Nie miał zamiaru czytać wypisanych tu tytułów i nazwisk - nie potrzebował tego. Wiedział, że ci ludzie zasługiwali na pojawienie się tutaj. Byli znani z czegoś. Nie ważne z czego, teraz już ich nie ma. Wykuli swoje nazwiska na kamieniu historii i tak pozostanie.
- Nasze nazwiska zostały już zapamiętane. "Jesteśmy warci tyle, ile wniesiemy w życie innych", więc jesteśmy warci dużo. Ty, mamo - zasłużyłaś się jako Nadzorca, znana w całym Esenthorze Elisabeth Schwarze, blisko postawiona przy Mistrzu Manipyuretcie. Ja - sabotażysta, morderca, niszczyciel, egzekutor wyroków Mistrza. Możemy wznieść się wyżej, pokazać naszą prawdziwą potęgę. Jeszcze dużo życia przed nami. I nie mów w taki smutny sposób... buu - dodał chwilę po wypowiedzi odnośnie wieku rodzicielki. Bardzo nie lubił gdy mówiła w ten sposób. Nie dopuszczał do głowy myśli, że Elize może zniknąć. Była jego ukochaną mamusią, nie mogła odejść, on nie pozwala na to.
Obejrzał się jeszcze raz dookoła. Poczuł dziwny, niepasujący do atmosfery powiew wiatru. Był nasycony czystością i bardzo łagodną energią magiczną. Wszystkie krzewy, kwiaty, a nawet trawa, zaczęły delikatniej falować, niczym wstęga na letnim wietrze. Mimo, że Era nie była ważna w konflikcie magicznym, mieszkali tu różni magowie o różnych poglądach. Czyżby któryś z nich właśnie przybywał w tą stronę? Nie... to musiało być coś innego, a raczej - ktoś inny.
Pamiętam tą energię... Dobrze ją kojarzę. Ale... dlaczego tutaj? Dlaczego teraz? Dlaczego przy nas?

_________________
"On the other side of our word, Darkrai has his full magic power"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net/t196-darkrai-schwarze

avatar
Liczba postów : 42
Dołączył/a : 10/10/2015

PisanieTemat: Re: Ogrody   Nie Lis 15, 2015 6:04 am

Przybyła do Ery wraz z grupką innych członków Angel Tears, ale tak na prawdę całkiem sama. Ponad tydzień wcześniej tatuś wybrał się na podobno krótką i prostą misję w góry we wschodniej części Fiore i miał wrócić zaledwie kilka dni przed wydarzeniem. Niestety ani on sam ani jakakolwiek informacja o stanie zlecenia nie dotarła do Valhali. Finnie miała podejrzenia, że Mao zrobił to specjalnie bo idea 'traktatu pokojowego' do niego nie przemawiała i od początku nie zamierzał się na nim pojawić, jednak tezę tę obalało jej własne uczestnictwo. Tata nigdy w życiu nie puściłby córeczki samej w tak niebezpieczne miejsce dodatkowo ryzykując, że spotka się z drugą częścią rodzinki bez żadnej obstawy. Martwiła się, a uczucie to było tym bardziej spotęgowane bezczynnością w gildyjnym obozie, dodatkowo zaczynały ją boleć oczy od wszechobecnych, przeładowanych magicznie aur, a zaciskanie powiek i tak nic nie dawało, bo doskonale dostrzegała świat także przez nie. Potrząsnęła głową usilnie starając się pozbyć czarnych misji, a wzburzone tym ruchem kosmyki opadły jej na twarz. Zniknięcie Mao było na razie jedynie jej osobistym problemem, a to właśnie dzisiaj miały się ważyć losy całego kraju, chcąc czy nie musiała na moment o nim zapomnieć. Czym jest w końcu jeden człowiek w porównaniu do tysięcy mieszkańców Fiore? Nawet człowiek tak bliski sercu...
Znów przyłapała się na tym, że ze zdenerwowania trzęsą jej się dłonie. Powstrzymała ten bezwarunkowy odruch mocniej je zaciskając i wbijając drobne paznokcie w ich wnętrze, a następnie wstała z zajmowanej jedynie przez siebie ławy przy ognisku. Nie miała już dłużej zamiaru wystawiać się na ostrzał negatywnych przypuszczeń. Odstawiła włócznię w kąt jednego z namiotów zakładając, że skoro to ma być 'pokojowe' spotkanie to samotna, uzbrojona po zęby, mała dziewczynka na przechadzce może wzbudzać niepotrzebne podejrzenia i uprzedzenia do anielskiej gildii. Mając jednak na uwadze, że członkowie pozostałych organizacji niekoniecznie muszą być tak pacyfistyczni jak ona wzięła ze sobą sztylet umiejętnie wbijając go w materiał szerokiego rękawa i tym samym kryjąc przed nazbyt dociekliwym wzrokiem. Wybrała na ślepo kierunek, w którym dostrzegała najmniej ogromnych, rażących aur, a najwięcej naturalnego, roślinnego blasku i ruszyła w tą stronę. Przez obecność tak wielkiej ilości magicznie uzdolnionych ludzi w jednym miejscu stężenie etherneno w powietrzu było niesamowicie wysokie, co znacznie ułatwiało jej dostrzeganie konturów niedalekich przedmiotów i poruszanie się. Niestety wszystko co było dalej wydawało się jakby zamglone i rozmazane przez zbyt dużą ilość nakładających się na siebie cząsteczek.
Po krótkim spacerze trafiła do niewielkiego ogrodu. Ogólnie przepadała za kwiatami. Zazwyczaj były miłe w dotyku i ładnie pachniały, jednak nigdy nie potrafiła doświadczyć najprawdopodobniej ich głównego atutu. Koloru. Te znajdujące się w ogrodzie Rady Magicznej wyróżniały się jednak spośród światowej flory, a z pewnością wspomagano je magicznie, gdyż w przeciwieństwie do zwykłych drzew i krzewów oddalonych o zaledwie kilkanaście metrów, mieniły się delikatnymi kolorami. Ich lekko bladawa, pastelowa poświata w ogóle nie raziła, a odprężała i dawała odpocząć wzroku. Pochłonięta odkrywaniem coraz to nowych, roślinnych odcieni spostrzegła całkowity brak jakiejkolwiek widocznej energii w jednym, konkretnym miejscu dopiero gdy stanęła z właścicielem tej charakterystycznej, łakomej aury praktycznie oko w oko, a więc o wiele za późno, aby się wycofać.
Pierwszym odczuciem był nieopisany szok. Zamrugała kilka razy patrząc się centralnie w miejsce, gdzie u normalnego maga powinno się znajdować źródło, a im dłużej się wgapiała tym więcej otaczającego ją świata pochłaniała czerń. Wzdrygnęła się i zrobiła jeden niepewny krok w tył. Teraz tknął ją swoim grubaśnym paluchem strach. Znała tę aurę i to aż nazbyt dobrze. Jeszcze siedem lat temu bez najmniejszego wahania obdarzała brata szczerym uśmiechem, jednak dziś, w jego ethernano brakowało nawet tych charakterystycznych jasnych plamek, do których przywykła w dzieciństwie i które zawsze uważała za namacalną nadzieję na zmianę bliźniaka w pozytywnego i otwartego człowieka.
- Darkrai? - szepnęła z niedowierzaniem kompletnie nie zauważając aury matki, która utonęła w bezkresnej czerni. Znów zaczęły jej się trząść dłonie, jednak tym razem poziom i rodzaj stresu był zdecydowanie odmienny. Zamurowanie i otępienie powoli jej mijało i z każdą chwilą miała coraz większą ochotę na ucieczkę. Gdyby tylko nogi nie odmawiały jej posłuszeństwa.

_________________
mowa #903595 | myśl #903595

Theme Song | Voice | Theme Instrumental
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Liczba postów : 111
Dołączył/a : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Ogrody   Nie Lis 15, 2015 6:43 pm

- Masz dobrą pamięć do moich nauk, synu - przyznała, aby na moment pogrążyć się w zadumie. Rozejrzała się po całej tej okolicy, odsunęła się od tablicy pamięci, aby ująć jedną z roślin za łodyżkę i ją oderwać. Znajdowała się w tym momencie w sporej odległości od syna, wobec którego tymczasowo zachowywała pewną dozę milczenia. Jeśli chodzi o chwycony kwiat, trafiło na różę o płatkach w kolorze ciemnej czerwieni. Delikatnie palcami zaczęła odrywać ostre kolce z łodygi.
- Nie odczuwasz? Rozumiem. To miejsce nie należy do majestatycznych jak na przykład podobno Valhala, chociaż wiąże się z nim wiele wspomnień ważnych dla obecnych, a także naszych przodków. Na jaką księgę o magii nie trafisz, zawsze znajdziesz tam jakiekolwiek nawiązanie do Stolicy Magii - Ery. Z tego, co wiem z opowieści niewolników, każdy kraj ma taką stolicę magiczną, często jest ona tym samym miejscem, co stolica państwa. Tak... zdarzali się nam niewolnicy spoza Fiore. Ciekawie się słucha ich spowiedzi do współtowarzyszy w męce - wyszeptała, a kiedy już skończyła swą wypowiedź, skończyła odrywać kolce. Prędko kwiat majestatyczny został wetknięty za jej ucho, uchowawszy swą łodyżkę pod jej burzą brązowych włosów, które musiała mimo wszystko poprawić. - Jeżeli człowiek zacznie uważać swego przeciwnika za śmiecia, prędko znajdzie się ktoś, kto go wgniecie w ziemię zanim zdąży cokolwiek powiedzieć. Osoba, która uważa drugą za śmiecia nie daje z siebie wszystkiego, bo uważa, że to jest niepotrzebne. Daje to przeciwnikowi pewną lukę do wykorzystania, z której na pewno skorzysta - Rzucenie tych słów należało do jej mentorskiej codzienności, której się podejmowała przy obecności syna. Chociaż wie już wiele, przekazuje mu swoje poglądy, aby mógł je porównać ze swoimi własnymi. Poznawanie cudzego zdania na dany temat to też forma nauki, co jest niezaprzeczalnie prawdziwe.
- Może rzeczywiście masz rację? Wystarczająco zadziałaliśmy na rzecz swoich sojuszników, nikt nie ma nam nic do zarzucenia w kwestii naszej niekompetencji. Do tego sam fakt uczestnictwa w wydarzeniu mającym nam dać pokój jeszcze bardziej umocni naszą pozycję w gildii i w całym Esenthorze - odpowiedziała, odwracając się w stronę syna, aczkolwiek nic więcej nie powiedziała. Zdziwiła się faktem, że nagle zaczął się rozglądać dość nerwowo wokół. Nerwowo... jej się tak to przynajmniej wydawało. Cóż właśnie miało miejsce? Co się właściwie w tym momencie działo? W tej konsternacji na temat obecnych wydarzeń tkwiła kobieta z założonymi na piersi rękoma, jedną jednak miała zgiętą w łokciu i dotykała palcami delikatnie płatki róży. Opuszki palców powolutku przesiąkały tą delikatną wonią różaną.
Niedługi czas później znalazł się powód tego poruszenia. Na twarzy Elisabeth na niedługi czas wymalowało się niezłe zaskoczenie. Oczy jej się zmniejszyły względem rozszerzenia powiek, uniosła brwi w górę i otworzyła usta nieznacznie. Za moment jednak wróciła do tego neutralnego wyrazu. Przez myśl jej przeszło jedno, jedyne pytanie: co ona tu robi? Oczywiście, powinna spodziewać się dużej ilości osób związanych z magią w trakcie podpisywania traktatu pokojowego. Tak naprawdę nie wiedziała, w jakiej i czy w ogóle w jakiejś gildii będą Finsternis razem z ukochanym mężem od siedmiu boleści, Mao, więc w ogóle nie brała pod uwagę możliwości spotkania się z córką. Opuściła dłoń, którą leciutko dotykała róży, acz nic nie powiedziała, nie chcąc się wtrącać w spotkanie dzieciaków po latach. Z resztą - nawet jej nie zauważyła, więc wolała nie przerywać im możliwości rozmowy. Niech na spokojnie zajmą się sobą. Ona usiadła sobie na murku tuż koło klombów kwiecistych, opierając się o niego rękoma i zakładając nogę na nogę. Cisza, spokój i obserwacja.

_________________

#e0bc38
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net/t202-elisabeth-elize-schwarze

avatar
Liczba postów : 29
Dołączył/a : 10/10/2015
Wiek : 20
Skąd : MMz

PisanieTemat: Re: Ogrody   Nie Lis 15, 2015 10:39 pm

Mag dość niespokojnie rozglądał się i analizował każdy, nawet najmniejszy ruch w zasięgu jego wzroku. Nigdy nie był na tak intensywnych obrotach mózgu. Jego źrenice rozszerzyły się tak bardzo, że wydawać się mogło, że nie ma białek. Jednak, sytuacja nie zmusiła go do zbyt długotrwałego wysiłku. Kilka chwil później do ogrodu wmaszerowała znana mu dziewczyna. Darkrai nie widział jej od 7 lat... Nie miał o niej żadnej informacji... nie mówił i nie myślał o niej... O niej, czyli o... siostrze.
Kilkanaście metrów od Czarnego Maga stała fioletowo-włosa Finsternis. Jego ukochana siostrzyczka. Z początku, była równie mocno zszokowana co on. Jednak po wyszeptaniu jego imienia, mag przystąpił do działania. Wszelka powaga, ostrożność czy chęć nauki odpłynęła od chłopaka w ułamku sekundy. Z miejsca wziął bardzo mocny rozbieg i tak jak na tym filmiku chwycił dziewczynę i niezwykle mocno przytulił. Nie potrzebował nic mówić. Nie przejmował się tym, co zrobił. Nawet nie przejął się nagłą zmianą zachowania matki. Dla niego świat się teraz ograniczał do tego jednego uścisku...
- Siostrzyczko...
To wszystko co był w stanie wypowiedzieć w jej stronę po tylu latach... Gdy przestał już wirować z nią w ramionach, utkwił twarzą w jej ramieniu i... uronił kilka łez. Coś czego nie zrobił nigdy przedtem.

_________________
"On the other side of our word, Darkrai has his full magic power"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net/t196-darkrai-schwarze

avatar
Liczba postów : 42
Dołączył/a : 10/10/2015

PisanieTemat: Re: Ogrody   Pon Lis 16, 2015 6:22 am

Może i chciała się z nim spotkać, jednak nie w taki sposób. Nie w takiej sytuacji, nie w takim miejscu i co najważniejsze... nie sama. Biegnącego na jej spotkanie brata potraktowała jedynie jeszcze bardziej zaskoczonym i przestraszonym spojrzeniem. Zawsze miała problem z odczytywaniem jego uczuć i to przy nim czuła się zawsze najbardziej niepełnosprawna, bo jak tu ujrzeć ruch aury, której bardziej niż nie ma. Dopiero gdy był już całkiem blisko i w tafli charakterystycznej dla niego ciemności odbił się jej własny blask, dostrzegła drobne zmarszczenia na powierzchni, z których mogła cokolwiek wywnioskować. Wiele cech charakteru i uczuć nie zgadzało się z jej wspomnieniami, jednak mogła mieć pewność, że Darkrai nie ma w stosunku do niej żadnych negatywnych zamiarów. Uspokoiła się, lecz myśli w jej głowie wciąż toczyły zaciekłą bitwę. Początkowo nie odwzajemniła uścisku, a kiedy chłopak się z nią zakręcił jej ciało zachowało się jak drobna, bezwładna kukiełka. Była wciąż tak zaskoczona i rozdarta, że nie potrafiła przyjąć okazywanego jej uczucia inaczej niż beznamiętnym zdziwieniem. Przynajmniej dopóki braciszek nie zapłakał w jej ramie. Uniosła wtedy wciąż zwisające wzdłuż tułowia ręce i splatając je za plecami Darkraia odwzajemniła uścisk. Delikatnie, jednak już bez niepewności, a jej twarz ozdobił melancholijny uśmiech.
W dalszym ciągu nie była pewna, czy powinna uznać to spotkanie za szczęśliwe, jednak bliskość drugiego, znajomego człowieka dodawała jej sił. Jak niepokojącej i strasznej aury by nie posiadał, brat miał jeszcze swoją rzeczywistą, namacalną część, która w prawdzie wiele się w ciągu tych siedmiu lat zmieniła, jednak wciąż wystarczyło zignorować swoją przeklętą umiejętność i 'zamknąć' wewnętrzne, magiczne oko, aby czuć się przy nim całkiem dobrze. Pozwoliła zarówno jemu, jak i sobie pozostać w tej pozycji przez długie kilkanaście sekund, aby następnie delikatnym odepchnięciem ją przerwać. Wciąż trzymała dłonie na jego ramionach, zaciskając palce na materiale jego płaszcza i nie oddalając się nawet na krok. Podczas wymuszonych powietrznych ewolucji dostrzegła jeszcze kogoś i teraz próbowała zlokalizować tą osobę wychylając się zza brata.
- Jesteś tu z mamą, prawda? - zapytała cicho, aby już po chwili dojrzeć połączenie dwóch znajomych aur. Tej mieniącej się złotem, z którą łączyły ją jedynie ciepłe i pozytywne wspomnienia oraz ciemno brązowej, która przywoływała jedynie wydarzenia z konkretnego, felernego dnia, rozpoczynającego rozłąkę. Do Darkraia zdążyła już przywyknąć, jednak mamina poświata wzbudzała ogromne pokłady nieufności. Ciągle nie potrafiła się pogodzić z faktem, że to może być jej prawdziwa postać i to właśnie ta kobieta, którą znała i która wychowywała ją przez dziewięć lat była kłamstwem.

_________________
mowa #903595 | myśl #903595

Theme Song | Voice | Theme Instrumental
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Liczba postów : 111
Dołączył/a : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Ogrody   Pon Lis 16, 2015 6:54 am

Właścicielka brązowej aury, jak to ją określiła córka, w ciszy spoglądała się na te piękne przedstawienie. Reunion własnych dzieci, jak to się pięknie mawia w pewnym, nie naszym języku. Czy jest takie słowo w naszym? Nie pamiętam, a przynajmniej nic mi w obecnej chwili do głowy nie przychodzi. Obserwowała to w ciszy, przyglądając się temu, jak Darkrai okręca się ze swoją siostrą, był taki szczęśliwy. Nawet szczęśliwszy niż przy własnej matce. Czy to ją smuciło? Nie, wręcz przeciwnie: bardzo się cieszyła z racji tego, że Finsternis to wciąż część rodziny. Część rodziny, którą on wciąż akceptuje mimo tego, że zdecydowali się odciąć po tamtym dniu. Poglądy Elize wobec Mao i własnej córki różniły się od synowskich o sto osiemdziesiąt stopni - zdecydowali się ich zostawić, kiedy tak naprawdę odkryli prawdziwą część Elize skrytą pod maską. Przecież ten mężczyzna mógł odczuć choć namiastkę tej wrednej, podłej kobiety, która żyła z ranienia ludzi. A jednak się z nią związał, teraz narażając własne dzieci na ból i cierpienie.
- Tak, jestem tutaj - odpowiedziała, słysząc pytanie ciemnowłosej córki. Westchnęła jedynie cicho, odepchnęła się od murku, przy którym przysiadła, po czym zaczęła iść w stronę naszej dwójki. Stanęła nieopodal, zaraz koło Darkraia, a jednocześnie tak, aby móc spoglądać się na twarz Fins. - Twój ojciec znowu kogoś zostawił, że jesteś sama? Myślałam, że nie popełni drugi raz tego samego błędu - stwierdziła, uśmiechając się nieznacznie przez zaciśnięte w cieniutką kreseczkę wargi. - Wiele o nim świadczy puszczanie pół-widomej córki do tak niebezpiecznego miejsca, jak to. Tu jest zarówno wielu łowców, jak i magów. Angel Tears, Requiem, Prometheus... Ah, już wiem, czemu nie przyszedł - powiedziała, bo coś jej w głowie zaświtało. Uniosła kąciki ust w górę, ale jednocześnie odwróciła głowę w stronę tablicy upamiętniającej znane osobistości. Czemu zwróciła głowę w tamtą stronę? Nie wiem. - Pewnie Łowcy go szukają. Przecież jego rodzina specjalizowała się w łapaniu magów. Może w końcu domyślili się, kto podpalił miasto~? - zapytała, po czym się cicho zaśmiała. Chyba tej części historii nie znały nasze pociechy, zaś ona do takich szczególików przywiązywała ogromną wagę. Uchyliła leciutko wargi, aby zaraz wrócić do neutralnego wyrazu twarzy. Wciąż miała założone ręce, acz teraz przechyliła głowę na jedno ramię.

_________________

#e0bc38
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net/t202-elisabeth-elize-schwarze

avatar
Liczba postów : 29
Dołączył/a : 10/10/2015
Wiek : 20
Skąd : MMz

PisanieTemat: Re: Ogrody   Pon Lis 16, 2015 11:13 pm

Chłopak puścił siostrę z uścisku i siadł po turecku w miejscu w którym stał w taki sposób, że był skierowany bokiem do obu kobiet. Jego twarz ponownie była kamienna. Zamknął oczy i położył dłonie na kolanach. Lekko westknął i przemówił:
- Mama też tu jest, ale ja nie wyczuwam... taty. Czy jesteś sama? Wiesz, że tu jest niebezpiecznie. Nikt nie wie co się stanie. Są tu wszystkie frakcje jak i nieznani nikomu magowie. Powinnaś trzymać się ludzi, którym możesz ufać. Lepiej, żeby nic ci się nie stało, Fins. Nie chciałbym, żeby podczas tego wydarzenia stało się cokolwiek komukolwiek z naszej rodziny. To byłoby... smutne i niezręczne.
W jego kamiennym głosie dało się wyczuć głębokie zamyślenie. Spotkanie w ogrodzie było bardzo niespodziewane, zarówno dla niego jak i dla niego siostry. On sam kłócił się ze sobą wewnętrznie... Fins najpewniej mogła o nim słyszeć, gdyż niejednokrotnie odwiedział tereany jej frakcji w celach mordowania i sabotowania waznych obiektów Valhali. Jak się nad tym zastanowić, nigdy nie miał zamiaru ranić gildii jego siostry. O ile jego ojciec, Mao, był dla ngo skończonym debilem, o ile nadal mógł nosić rangę człowieka, o tyle niewidoma była dla neigo ważna. Nawet po 7 latach rozłąki rozpoznali się od razu i nit z nich nie miał złych zamiarów wobec drugiego. Czarny mag nie był przyjaznie nastawiony do ludzkości i środowiska... Był zawsze gdzieś z boku i kolejno wykluczał kolejne persony na margines wspomnień. Jego charakter szczególnie dramatycznie się nie zmienił od rozpadu domu. Antyethernano zawsze wpływało na niego tak samo...
- Nie mam zamiaru wysłuchiwać teraz takich rozmów, mamooooo. Ogólnie rzecz ujmując... Nasze spotkanie nie ma prawa mieć miejsca. My z mamą należymy do Requiem, ty do Angel tears. Powinniśmy sobie nie ufać i być wrogami. Nasze wiezy już nie mają znaczenia. Będą oczekiwać od nas izolacji i zapomnienia o wspólnej krwi... Jednak ja umywam od tego ręce. Zawsze będziesz moją mamusią, a ty siostrzyczką. Nie podniosę ręki na nikogo...
Po tym niezwykle konkretnym i poważnym przemówieniu wstał jednym ruchem z ziemi. Lekko otrzepał ubranie i przeczesał ruchem reki włosy. Uśmiechnął się perliście i radośnie złapał obie damy za ręce. Nie wiedział co się z nim stało, ale czuł czystą radość z powodu ich obecności. Nie potrzebował teraz niczego. Zaczął je ciągnąć by wspólnie pozwiedzać cały ogród i wszystkie jego zakamarki!

_________________
"On the other side of our word, Darkrai has his full magic power"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net/t196-darkrai-schwarze

avatar
Liczba postów : 42
Dołączył/a : 10/10/2015

PisanieTemat: Re: Ogrody   Wto Lis 17, 2015 3:02 pm

To nieprawdopodobne spotkanie zaczynało wywoływać w niej całkiem pozytywne uczucia. Aura brata wiązała się zawsze z pewnymi uprzedzeniami, jednak Fin była również świadoma jego złożonej osobowości. Znała go. Przez siedem lat wiele się zmieniło i, jak już zdążyła zauważyć, wcale nie na lepsze, jednak pojedyncze cechy były stałe i tak po prostu przyjemnie nostalgiczne. Uśmiechała się, nieznacznie, ale ciepło, bez żadnej sztuczności czy ukrytej ironii. W ramionach brata czuła się dobrze i, nawet pomimo otaczającej go czerni, bezpiecznie, jednak coś musiało przerwać tę sielankę. Rodzina w separacji, walcząca po dwóch stronach barykady nie mogła po ponownym spotkaniu tak po prostu wypiąć się na otaczające wydarzenia i bezgranicznie się kochać, wybaczając sobie wszystkie przykrości.
Wyszła samotnie z obozu specjalnie po to żeby osunąć od siebie pesymistyczne wizje i niepotrzebne zmartwienia, jednak oni musieli poruszyć ciężki temat nieobecności taty. Momentalnie posmutniała, wpatrując się w poprzecinane złotymi, jakby płonącymi żyłkami źródło matki i wysłuchując pełnych nawet nietłumionego jadu słów. Nie zabolała ją wiedza o jakichś nie do końca skonkretyzowanych, niecnych czynach z przeszłości taty. To, że Mao odcinał się od swojego przedmałżeńskiego życia, a wracając do niego myślami popadał w pełną złości melancholię zdążyła już zauważyć. Tym co szczególnie ją ukłuło był ton i nastawienie matki. Nienawiść i pogarda. Celowe zniesławianie ukochanego ojca w oczach córki. Wciąż trzymając prawą dłoń na ramieniu siedzącego brata zwróciła się frontalnie do Elize i zaciskając palce na krawędzi przydługiego rękawa wyczekała cierpliwie do końca złośliwej wypowiedzi.
- Mamo... - zaczęła, jednak głos zachwiał jej się już przy pierwszym słowie, a oczy zaszkliły. Przymknęła na moment powieki i odetchnęła głęboko, a następnie uniosła spojrzenie starając się na wyczucie skrzyżować je ze wzrokiem rodzicielki. - Wolałabym, żebyś nie oczerniała przy mnie taty. - rzekła już spokojnie, jednak emanującym smutkiem i odrobiną chłodu tonem. Jeśli nikt z zebranych nie będzie się zagłębiał, to temat niezręcznej przeszłości ojca uważała zamknięty. Nie obchodziło jej jaki był, a jaki jest i doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że względem mamy powinna zastosować taką samą zasadę, jednak... jej zmiana była całkowicie odwrotna i kompletnie dla niej nieakceptowalna.
- Jeśli chodzi o bezpieczeństwo tego miejsca to obydwoje zdecydowanie przesadzacie. Żaden znajdujący się w Erze łowca nie jest tak głupi żeby wszczynać burdę na ziemi magów, tuż pod nosem dwóch, potężnych, magicznych frakcji i samej Rady. Nawet jeśli Prometheus ma w szeregach kogoś tak narwanego, to z pewnością zostawili go w Yoakeshi. Natomiast neutralni magowie są sami, podniesienie ręki na kogoś z gildii jest dla nich równoznaczne z natychmiastowym zlinczowaniem. Duże ryzyko, żadnych korzyści. Prawdopodobnie jedyną frakcją, której powinnam się obawiać jest właśnie Requiem... albo raczej, czy powinnam się was obawiać? - zapytała obserwując uważnie każdy, chociażby najmniejszy ruch w aurze matki. Doskonale wiedziała, że dokładnie oni nie zrobią jej żadnej krzywdy, a przynajmniej dopóki nie oddzieli się od Darkraia, jednak jeżeli obydwoje wiedzą cokolwiek o planach Manipyurety miała nadzieję wyczytać potwierdzenie, lub obalenie tez Haru z bezwarunkowej reakcji ethernano na ich myśli i odczucia.
Zarówno matka, jak i córka na swój sposób się badały. Atmosfera zrobiła się ciężka i odrobinę napięta. Kto by się spodziewał, że to właśnie mroczny synek ją przerwie, a do tego w tak dziecinny sposób. Pozwoliła się pociągnąć w głąb ogrodu. Dopóki nie oddalą się za bardzo od obozu aniołów, lub znów nie zrobi się niezręcznie nie będzie protestować.

_________________
mowa #903595 | myśl #903595

Theme Song | Voice | Theme Instrumental
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Liczba postów : 111
Dołączył/a : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Ogrody   Sro Lis 18, 2015 9:31 pm

Na kwestię o tym, że oczerniała ojca, jedynie wzruszyła teatralnie ramionami, nawet nie rozkładając rąk, które miała założone a piersiach. Odwróciła jeszcze przy tym głowę, w kwestii, w pewnym sensie, znieważenia Fins. A za co? Za wiarę w ojca. Jakby nie potrafiła zrozumieć, skąd u niej ta dziwna wiara w Mao, który był współsprawcą tego, co się stało. Jak zostało powiedziane - gdyby jej nie zabrał, to by się nie wydarzyło, jednakże wróćmy do rzeczywistości i obecnej sytuacji. Darkrai przecież ją prosił o to, aby dać sobie spokój z takimi kwestiami. Jego prośby zawsze stara się spełniać.
Ta prośba zaowocowała w jednym geście: zanim Darkrai obie z dziewczyn chwycił, sama Elize podeszła do Fins, pogłaskała ją po głowie i za chwilę mocno przytuliła. Otulająć ją swoim matczynym ciepłem chciała pokazać, że mimo niechęci do jej rodzonego ojca, wciąż odczuwa wobec córki miłość. Matka nigdy nie zapomni o dziecku, które kochała. Zależy też jednak, jaka matka - ona była tym typowym przypadkiem kochającej, opiekuńczej, idealnej matki. No dobra, nie idealnej. Która by uczyła swojego syna zabijania?
- Też się cieszę, że Cię widzę, Fins - wyszeptała z uśmiechem, co z pewnością mogło zaskoczyć oboje, choć jednocześnie wywołać na twarzy Darkraia miły uśmiech. On zawsze odczuwał to szczęście, kiedy rodzina była w razem, przynajmniej ona zawsze to widziała w ten sposób. - Urosłaś, nabrałaś kształtów, dorosłaś - podsumowała, odsuwając się od niej i dając jej trochę swobody zanim poczuły się obie niezręcznie. Co tutaj w tej sytuacji niezręcznego? Chyba nic, ale to jest zupełnie inna kwestia. Ważniejsze tutaj były jej słowa: Elize wydawała się w ogóle nie zestarzeć w porównaniu do dzieciaków. A powinna, czyż nie? Chyba tylko ona zna tajemnicę tego młodego wyglądu, ewentualnie jej syn coś tam zdążył ujrzeć, choć wątpię - zazwyczaj na misje chodzili oddzielnie. Odsunęła się na tyle, żeby być w równej odległości od dzieciaków.
- Może i wyolbrzymiamy, jednak skąd masz mieć pewność, czy coś się nie stanie? Neutralni rzeczywiście, nie mają za bardzo, jak wykonać ruchu. Są niczym zwykłe pionki na szachownicy dla trzech graczy. To wszystko rozgrywa się między trzema znamienitymi przywódcami - Manipyurecie, władcy Requiem, Haru, mistrzowi Angel Tears oraz Areum, najpotężniejszej z Łowców Magów. Jednakże, nie znam składów dwóch z tych grup. Martwię się jednak o własny obóz - stwierdziła, acz wypowiedzi nie skończyła, jedynie dotknęła dłonią ust, leciutko, opuszkami palców je zakrywając. Czemu się martwiła? W tłumach ludzi widziała sporo znanych jej z gildii twarzy, w tym twarz pewnego białowłosego, który w wyniku znudzenia staje się czasem nieobliczalny. Nie miała pojęcia, czy takie osoby znajdą się też wśród Angel Tears czy Prometheusa, a córka dobrze kombinowała: mogli zostać zostawieni po prostu w Yoakeshi albo w gildii. Tak samo jak niektórzy z Requiem pozostali w Esenthorze. A i tak największy wybuch powstrzymała nieobecność Mao. Tak, teraz pewnie byłaby większa sieczka gdyby pojawił się wyrodny mąż.
Jej przemyślenia zostały przerwane przez czyn jej syna. Darkrai postanowił bowiem pociągnąć obie niewiasty wgłąb ogrodu, co da im przynajmniej chociaż chwilę prywatności, która może zostać przekierowana na zacieśnianie więzów rodzinnych tak bardzo naruszonych ze względu na rozłąkę męża i żony, rozdzieleniu dwójki dzieci. Pozwoliła się zabrać na wycieczkę po ogrodzie, aby przystanąć w momencie, gdy tak białowłosy zarządził.
- Przynajmniej nie będziemy musieli się aż tak bardzo martwić o to, czy nas ktoś z Requiem czy Angel Tears zauważy - skwitowała to przemieszczenie się po ogrodzie.

_________________

#e0bc38
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net/t202-elisabeth-elize-schwarze

avatar
Liczba postów : 29
Dołączył/a : 10/10/2015
Wiek : 20
Skąd : MMz

PisanieTemat: Re: Ogrody   Sob Lis 21, 2015 10:48 pm

Spacerując i rozmawiając o bardzo błahych rzeczach, Darkrai zapomniał o zbliżającej się nieubłaganie godzinie rozpoczęcia rozmów. To niespodziewane spotkanie z siostrą wprowadziło go w stan swoistej Nirvany. Czuł radość z samej jej obecności, a chwilowo przyjazna Elize nie powodowała sprzeczek.
- Mamoooo - skierował się do rodzicielki po około godzinie spaceru w otoczeniu rodzinnym - Czy mogę iść z Fins na zebranie samemu? Pamiętam jak mówiłaś, że Hime i Mistrz chcieli się jeszcze z tobą spotkać przed rozpoczęciem rozmów, a ja nie mam chwilowo nic do roboty. Poza tym, myślę że ty, Fins, również chciałbyś spędzić ze swym bratem trochę więcej czasu... Prawdaaaa?
Jego głos był niewinny i przyjazny. Na twarzy malował mu się skryty za kołnierzem płaszcza uśmiech, a przymrużone oko wskazywało na radość z chwili. Carpe diem? Szczególnie teraz - po siedmiu latach rozłąki z siostrą. Miał nadzieję na chwilę prywatności. Wiedział, że jego bliźniaczka nie może w pełni rozwinąć skrzydeł przy matce. pamiętał ten pamiętny dzień, gdy wszystko się zmieniło. Kto mógłby rozmawiać w takiej atmosferze po takim "wypadku"? Inaczej Czarny Mag nazwać tego nie umiał...
- Pospacerujemy po mieście i na spokojnie przyjdziemy pod altanę. Przy okazji będę twoim przewodnikiem siostrzyczko! - dodał z chichotem i wziął siostrzyczkę pod rękę. Wiedział, że jego mama się na to zgodzi... Miał przeczucie. Ale przeczucie mówiło mu też, że ten dzień może się źle skończyć...

z/t

_________________
"On the other side of our word, Darkrai has his full magic power"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net/t196-darkrai-schwarze

avatar
Liczba postów : 111
Dołączył/a : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Ogrody   Sob Lis 21, 2015 11:23 pm

//wrzucę posta teraz, żeby potem nie szukać na siłę czasu żeby go napisać//

Mijały minuty, które przeradzały się w kwadranse, aż w końcu dotarło do godziny. Miała przeczucia co do własnej córki, chociaż nie miała pojęcia, czy są nie są po prostu bezpodstawne (a to już okaże się w poście Fins). Błahe rzeczy to nie była jej domena, bo zazwyczaj wolała rozmawiać o konkretnych konkretach. Takich jak filozoficzne rozterki czy różne zagadnienia dotyczące magii, zawodu. Tak więc pozwalała bardziej się swoim dzieciakom wygadać, skoro im tego brakowało, nie wtrącając się w to nieproszonej. Nieodpowiedzialne zachowanie? Niekoniecznie, Elisabeth po prostu uznała, że nie ma, co się wtrącać między syna i córkę rozdzielonych przez los, albo raczej przez sam wątek niechęci matki wobec ojca. Po części czuła się z tym winna, bo chciałaby wynagrodzić to w jakikolwiek sposób Finsternis, jednakże nie wiedziała, czy będzie w stanie zburzyć mur stworzony między nią, a młodą dziewczyną. Mogłaby się zaopiekować nią jeśli tylko byłaby na to chętna z racji, że Mao chyba zniknął i przepadł na stałe. Nie on był tutaj problemem, a nastawienie niewidomej, czy nie widzi ku temu żadnych przeciwwskazań (I don't feel sorry).
Propozycja dotycząca rozdzielenia się w celu przybycia na wydarzenie oddzielnie nie należała do zaskakujących. Chociaż zwróciła uwagę w tamtej chwili na syna, to musiała mu przyznać, że dobrze wszystko pamiętał. Miała spotkać się z Yooną przed tym, co ma się wydarzyć, jednakże znając życie, pewnie była przez ten czas w obozie Requiem, więc straciła okazję. Wszyscy na pewno już się zeszli, więc ona pewnie trzymała się Mistrza.
- Rzeczywiście, trochę się zasiedziałam. Idźcie, ja pójdę sama to załatwić. Tylko uważajcie na siebie i nie wpadnijcie w tarapaty - popędziła dzieciaki, które wyraźnie chciały mieć chwilę na osobności. Nie podejrzewała je o nic złego, po prostu, jak wcześniej chyba już sto razy wspomniałam, chcieli na uboczu porozmawiać sobie we dwójkę, nie wplątując w to matki, która i tak tworzyła swoją aurą niezbyt przyjemne otoczenie dla Fins. Bo co, bo ostatnio ją uderzyła? Może dlatego. Nie powinna, jednakże tamtego dnia magia w niej się rozbudziła, a nie każdy nad rozbudzoną magią potrafi zapanować.
Więc zebrała się do kupy, o ile w ogóle coś miała do pozbierania, aby udać się na miejsce spotkania.

_________________

#e0bc38
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://yousei.forumpl.net/t202-elisabeth-elize-schwarze

avatar
Liczba postów : 42
Dołączył/a : 10/10/2015

PisanieTemat: Re: Ogrody   Pon Lis 23, 2015 3:23 pm

Nie było to jednoznaczne, jednak zarówno słowa jak i ruch aury matki potwierdzał obawy dziewczynki, a mianowicie obawy wszystkich uczestniczących w obradach członków Angel Tears. Nawet rodzinne więzy i uczucie szczęścia związane ze spotkaniem ukochanych osób nie było w stanie zatuszować tego kłębiącego się wewnątrz niepokoju. Ze względu na brata postanowiła jednak tłamsić to przeczucie, wydawał się tak szczerze szczęśliwy, że aż jego, no cóż, okropne ethernano nabierało kojących właściwości. Przez tę godzinę oddalała od siebie również poważne tematy i całkowicie oddała się błahej rozmowie. Wprawdzie więcej słuchała, niż sama się wypowiadała, jednakże Darkrai miał tyle tematów i taką radość z możliwości podzielenia się nimi z siostrą, że nie śmiała nawet wbijać mu się w słowo. (Osobiście jestem bardzo ciekawa, na jakie tory potoczyła się ta rozmowa, bo z obserwacji życia rodzinnego w Requiem zdążyłam zauważyć, że dla braciszka i mamusi wystarczająco błahą i dowcipną wymianą doświadczeń jest wspominanie brutalnych zabójstw, tortur i reakcji ofiar. Mam jednak szczerą nadzieję, że oszczędziliście Fin tych wizji i skupiliście się na pogodzie.)
Nieuchronnie zbliżał się czas uroczystych obrad, w którym to powinna trzymać się znajomych aniołków, mimo to zgodziła się na towarzyszenie bratu w drodze na miejsce głównych wydarzeń. Zapewne gdyby mieli iść całą trójką, oponowałaby. Niestety nic nie poradzi na uprzedzenia względem matki i nie chodzi tu wcale o wątpliwą przyjemność doświadczenia przemocy domowej, a o zmianę. Finnie będzie potrzebowała jeszcze z siedem lat, żeby w końcu się pogodzić z zaistniałym faktem. No ale czy można się dziwić? W końcu nawet dzieci uświadomione, że zostały adoptowane dosyć często ogarnia nieufność, wtedy charakter rodzica w ogóle się nie zmienia, a po prostu świadomość więzów krwi ulega weryfikacji. W przypadku rodziny Schwarze było, i jest, kompletnie na odwrót. Genetyczne powiązanie zostało, a drastycznej zmianie uległa jedynie osobowość Elize. Jak można się dziwić dziecku, że nie rozpoznaje i nie akceptuje osoby, która w dosłownie minutę straciła wygląd i charakter ukochanej matki? Jak można się dziwić ojcu, że odchodzi od żony, kiedy "nie taką kobietę poślubił"? ... No dobra, to akurat jest powszechna wymówka, jednak w przypadku tej, konkretnej rodzinki całkiem uzasadniona. Liz się zmieniła, albo raczej, przez prawie dziesięć lat tworzenia rodziny udawała kompletnie innego człowieka. Właśnie tego fałszu nie potrafiła zrozumieć, ani wybaczyć jej 'wyrodna' córka.
- Do zobaczenia mamo. - pożegnała się miękkim, w ogóle nie nawiązującym do jej aktualnych przemyśleń i nastawienia głosem. Już wystarczy, że jedna osoba w tym niemym konflikcie ironizuje swoje wypowiedzi, nie ma sensu się nawzajem napędzać. - A więc chodźmy. - rzuciła ze szczerym uśmiechem do brata i sama pociągnęła go w kierunku najbliższej alejki.
[z/t]

_________________
mowa #903595 | myśl #903595

Theme Song | Voice | Theme Instrumental
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Ogrody   

Powrót do góry Go down
 

Ogrody

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Ogródek różany
» Ogrody Północne
» Ogrody japońskie
» Ogrody
» Wodne Ogrody

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yousei no Hikari :: Eventy :: Era-